Hej.
Nigdy nie chciałam być tym typem blogerki, która nagle znika... Ni z gruchy, ni z pietruchy, ale jednak zniknęłam.
Bardzo dużo się u mnie działo przez ostatnie 4 miesiące i za każdym razem, gdy myślałam: "Trzeba by napisać na blogu, zerknąć, co tam u innych", to sekundę później okazywało się, że mam milion rzeczy do ogarnięcia. I tak nigdy nie było tego idealnego momentu. Teraz chwila też nie jest idealna, ale coś mnie tknęło, żeby napisać, bo za sekundę znów coś będzie się działo, przez co odłożę wpis.
Postaram się streścić te 4 miesiące:
Udało mi się złożyć pracę inżynierską w terminie (choć wymagało to zarwania kilku nocek). Potem intensywnie się uczyłam i 8 lutego oficjalnie zakończyłam zootechnikę na 4,5 i stając się panią Inżynier 😊 Na drugich studiach zdałam sesję bez problemu, a przy okazji się świetnie bawiłam robiąc własną markę energetyka czy projekt gry planszowej dla niewidomych! Zaraz po obronie wyjechałam do Krakowa, bo przyjaciółka B. ostatecznie zerwała z przemocowym facetem i potrzebowała wsparcia. A poza tym ktoś musiał jej pomóc wyrzucić go ostatecznie za drzwi mieszkania ze wszystkimi rzeczami. Spędziłam u niej 1,5 tygodnia, wróciłam i rozłożyła mnie choroba na kolejne 2 tygodnie. Po tym czasie zaczęłam pracę w nowej knajpie, wyrabiając ponad etat i nie mając czasu na nic poza pracą... Nie mówiąc o tym, że szefowie stamtąd sami się do mnie odezwali, żebym dla nich pracowała (wcześniej długo pracowałam z jednym z nich) i nastawiałam się raczej na pozycję menadżerki, skoro byłam jedyną osobą z pełną dyspozycją. A tu chuj, znów skończyłam jako kelnerka na najniższej krajowej... Więc po miesiącu zrezygnowałam i aktywnie poszukiwałam pracy, a w międzyczasie rozwijałam biznes w Oriflame robiąc najwyższe jak dotąd wyniki. Bardzo chciałam znaleźć pracę w branży związanej z moimi studiami, więc wysyłałam CV do wszystkich możliwych agencji reklamowych/brandingowych/kreatywnych/marketingowych/chujwiejakich, ale wszędzie brak odzewu. Absolutnie nikt nie chciał dać szansy lasce w wieku 26 lat, z ukończonymi studiami z innej branży, w trakcie drugich i zerowym doświadczeniem w zawodzie xD Trochę śmiech przez łzy, bo gdybym była rekruterką też pewnie bym odrzuciła takie CV, ale z drugiej strony jak inaczej mam zdobyć te wymagane doświadczenie?... Zaczęłam składać CV wszędzie, gdzie się dało, żeby tylko zarobić coś więcej niż najniższa krajowa. Byłam na 2 rozmowach i skończyło się tym, że od 15 maja jestem doradcą studenta zagranicznego na prywatnej uczelni.
Czy jestem szczęśliwa z takiego rozwoju sytuacji? Absolutnie nie. Ale jak się nie ma, co się lubi... Ogólnie praca nie jest zła, ale nie czuję tej "chemii". Plusem jest to, że moje stanowisko przynależy do biura rekrutacji i mocno współpracujemy z działem marketingu, więc liczę, że to też potem będzie ładnie wyglądało w CV dla agencji kreatywnych :)
Jeśli chodzi o dietę i treningi to od ostatniego wpisu miałam już chyba milion podejść i tyle samo porażek... Cały czas wszystko zmierza ku temu, że ruszam się coraz mniej, jem coraz gorzej i tyję. Nie mam już pojęcia, ile ważę, boję się stawać nawet w pobliżu wagi. A na napady wydaję mnóstwo pieniędzy. Łącznie mam już jakieś 2500 zł długu u różnych osób. A wychodzi na to, że za pierwszą wypłatę będę w stanie opłacić tylko wynajem i karmę dla kota. Wśród znajomych się śmieję, że zęby w ścianę i przynajmniej w końcu schudnę, ale obawiam się, że skończy się na kolejnych pożyczkach i jedzeniu jeszcze bardziej gównianych rzeczy (np. W tym tygodniu na obiady mam zupki chińskie i mrożone zapiekanki...). Zaczęłam już akcję wyprzedawania rzeczy, ale póki co nikt nie jest chętny...
No cóż, nie wiem jak, ale jakoś będę musiała sobie poradzić. Rodzice przykręcają kurek :) Dobrze przynajmniej, że obiecali pomagać finansowo, jeśli chodzi o lekarzy i badania! Gdyby nie to, to nie byłoby mnie stać na np. Nowe okulary, które kosztują ponad 1100 zł :')
Dojeżdżam już powoli do pracy, więc będę kończyć. Obiecuję niedługo zajrzeć do Was! Mam nadzieję, że jeszcze nie postawiłyście na mnie krzyżyka...
Tenshi Kaosu
Ja oczywiście nadal tu jestem.
OdpowiedzUsuńPowiem Ci, że ten wpis jest mocno niepokojący. Zwłaszcza te długi. Ja na Twoim miejscu zaczęłabym od czasu do czasu wracać do rodziców i brać trochę jedzenia od nich.
Hej, też zniknęłam na dłużej, ale w sumie jestem ;) zawsze tu chyba będę. Gratuluję zakończenia studiów, teraz łatwiej pociągniesz drugie. Co do pracy... grunt, ze jest. Spróbuj też na fejsie np. na grupie: give her a job. Może tam znajdziesz jakieś rady odnośnie tego jak szukać pracy bardziej pod swoje zainteresowania. Heh, do diety też wracam, miałam najgorszy rok w życiu, ale finito, następuje ogar.
OdpowiedzUsuń