niedziela, 25 czerwca 2023

Czy ja jestem piękna?

Hej.

Dzięki za komentarze pod poprzednim postem. Ariela napisała, że pomimo tuszy wciąż jestem atrakcyjną babką i trochę skłania mnie to do przemyśleń. Bo chyba nie będzie dla Was dużym szokiem, gdy powiem, że ja absolutnie nie postrzegam siebie w kategorii piękna czy atrakcyjności. Wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, że w słowniku przy definicji słowa "paszczur" jest moje zdjęcie. 

Jest to coś, co bardzo chciałabym kiedyś przerobić na psychoterapii. Ale że mnie na razie na nią nie stać, to muszę pracować z tym co mam. 


Słusznie zauważyłyście, że nic bez mojego zaangażowania się nie zmieni. Więc staram się zaangażować i (jak poprzednio też pisałam) zapierdalać jak moja wersja z liceum - oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu ;) 

Nie jest to proste. Moje życie od czasów liceum bardzo się zmieniło. Kiedyś mając lekcje na 8:00 wystarczyło wstać o 7:00, śniadanie przygotowywała babcia, mama mnie podwoziła do szkoły albo miałam autobus, który jechał do miasta niecałe 20 minut. Lekcje kończyłam średnio ok. 15:00 i przed 16:00 byłam już w domu, a tam babcia czekała z gotowym obiadem. Naturalnie teraz wygląda to zupełnie inaczej - pobudka w tygodniu o 5:30 - 6:00, 7:10 odjeżdża mi tramwaj, który jedzie ponad 40 minut do mojej pracy, kończę ją o 16:00, więc po 17:00 dopiero jestem w mieszkaniu. Obiad muszę dopiero sama ugotować, a potem po nim pozmywać. No i zakupy też teraz przecież robię sama, do tego sprzątanie, pranie... No nie jest lekko w tej dorosłości, do której kiedyś tak mi się spieszyło :) Ale muszę się z tym pogodzić i nie zamierzam się biczować za to, że nie robię tylu dodatkowych rzeczy co kiedyś. 

Jak wyglądał ten tydzień?

Poniedziałek - praca, po południu się zdrzemnęłam (niestety dłużej niż planowałam), a wieczorem zrobiłam trening na VR

Wtorek - praca, potem miałam mieć korki, ale dziewczyna zapomniała, więc to przełożyłyśmy, a ja poszłam na siłownię (sama byłam pod wrażeniem, że wytrzymałam trening dłuższy niż 30 minut, bo cardio robiłam aż 45 minut, a potem 15 minut rozciągania)

Środa - praca, potem praca Oriflame, korki, krótki spacer i przy okazji zakupy spożywcze

Czwartek - praca w innych godzinach, bo od 10:00 do 18:00, po powrocie siadłam do projektu na studia i robiłam go do północy

Piątek - praca, potem obiad na mieście, rozmowa video z przyjaciółką i na 19:00 wróciłam do pracy na koncert (odpuściłabym, ale zaprosiła mnie osobiście dyrektorka dyrektorów, więc głupio by było nie przyjść), wieczorem po powrocie dalej robiłam projekt

Sobota - miałam iść na zajęcia, ale z rana dostałam okres, więc skończyło się na Ketonalu, termoforze i dalszym spaniu do 16:00, potem do nocy pisałam jedną z prac zaliczeniowych (miałam napisać opowiadanie, dzisiaj na zajęciach okazało się, że inni napisali ok. strony, a ja aż 6, ale profesorowi się mega spodobało i powiedział mi, że to jest oryginalne dzieło i jest pod wrażeniem moich umiejętności literackich ♥)

Niedziela - zajęcia od 8:00, najpierw oddany jeden projekt, potem egzamin zaliczony na 5, potem zajęcia literackie (te z opowiadaniami), powrót do mieszkania, drzemka, a wieczorem wysyłałam jeszcze kilka brakujących prac i projektów do prowadzących i walczyłam dalej z największym projektem zaliczeniowym w tym semestrze (wciąż mi trochę zostało, jutro będę kończyć i oddawać)


Myślałam, że pójdę w sobotę na siłownię chociaż na pół godzinki, ale niestety okres wybrał inaczej. Mówi się trudno. 

Jedzeniowo w tym tygodniu było lepiej. Wpadła w tygodniu mrożona pizza, a wczoraj przy okresie zamówiłam taką prawdziwą z ulubionej pizzerii i niestety dopadła mnie też ochota na słodkie, więc współlokator poszedł mi do Żabki po słoik nutelli, chipsy na wieczór i pepsi do picia. Ale nie załamuję się tym. Jeśli raz w miesiącu w pierwszy dzień okresu się zdarzy taka sytuacja, to zamierzam się potraktować ulgowo. Grunt, żeby kolejne dni nie przerodziły się w ciąg jedzenia syfu. Dziś mi się to udało, bo od rana znów byłam grzeczna :D 

ś: SuperShake 

IIś: kanapka z guacamole, kiełkami rzodkiewki i pomidorem, energetyk (niestety z cukrem)

o: 2 kawałki pizzy, która została z wczoraj

k: ryż basmati, warzywa mrożone podsmażone na patelni, tofu wędzone (całe danie przyprawione przyprawą chińską, sosem sojowym i imbirem), jabłko


Wiem, że wciąż nie jest idealnie, ale to krok w dobrym kierunku. Muszę jeszcze wrócić do pisania sobie codziennie listy zadań do zrobienia, żeby o niczym nie zapominać i regularnie porządkować swoje życie. Czuję, że powoli będzie coraz lepiej ♥

Znów mam w głowie pełno myśli, które chciałabym tu przelać, ale jest już 1:30, więc zmykam spać.

Dobrego tygodnia!

Tenshi Kaosu

 

niedziela, 18 czerwca 2023

Życie po setce - będzie szczerze...

 Cześć.

Jeśli chodzi o życie po setce, to mam tu na myśli, jak wygląda moje życie po osiągnięciu ponad 100 kg wagi... A będzie szczerze, więc jeśli jesteście wrażliwsze i łatwo Was różne rzeczy obrzydzają to radzę ominąć ten wpis ;)

Nie pamiętam, w którym dokładnie momencie przekroczyłam 100 kg, ani od kiedy zaczęły się dziać poszczególne rzeczy. Ale wciąż pamiętam, jak żyłam i robiłam pewne rzeczy w liceum ważąc ok. 54 kg, a jak wygląda sytuacja teraz. Co się zmieniło?

1) Mając 54 kg miałam super figurę (którą wtedy uważałam za tragiczną, chuj wie czemu 🙃), wystawały mi delikatnie obojczyki, miałam piękne wcięcie w tali i idealnie widoczne żyły na dłoniach i stopach. Aktualnie paluchy wyglądają jak serdele, a całe dłonie dosłownie jak z kreskówki (wiecie takie kółko i kiełbasy zamiast palców...), stopy cały czas, zwłaszcza w lecie mi puchną, czasem do tego stopnia, że nie mogę nimi za bardzo poruszać.

2) Codzienna, prosta pielęgnacja i higiena na zasadzie podtarcia tyłka, mycia, ogolenia pach, nóg i okolic intymnych nie stanowiła najmniejszego problemu. Dziś po raz pierwszy od ponad roku zmusiłam się (z niemałym wysiłkiem), żeby się ogolić... Oczywiście z pominięciem okolic intymnych, bo przez wielki bebzol po prostu tam nie sięgam...

3) Wchodzenie po schodach było dla mnie niczym w liceum. Dziś wchodząc na 2 piętro łapię zadyszkę. Ba! Dostaję zadyszki nawet idąc trochę szybciej, albo idąc i rozmawiając z kimś jednocześnie.

4) Młoda ja mogła przetańczyć kilka godzin na 18-nastkach i studniówce w wysokich szpilkach i śmigała jak gazela. Obecnie mam problem ze znalezieniem jakichkolwiek butów nawet na co dzień, żeby po chwili nie bolały mnie stopy.

5) Te kilka lat temu nie wyobrażałam sobie dnia bez treningu. Prawie codziennie biegałam, tańczyłam, ćwiczyłam w domu. 5km biegu było dla mnie rozgrzewką. Dziś nie umiem się nawet zmotywować do treningu 2x w tygodniu. A jak raz na ruski rok się zmobilizuję to kończę trening (i to nie tak intensywny jak kiedyś) po 30 minutach, bo już nie daję rady więcej.

6) Moja młodsza i chudsza wersja potrafiła ogarnąć szkołę, grę na pianinie, zajęcia ze śpiewu, tańca, teatru, oglądanie anime, granie w Lola, czytanie ton książek i wciąż miała czas na zabawę, spotkania ze znajomymi, imprezy... Moja dzisiejsza wersja (ta spasła do granic możliwości) po pracy nie ma ochoty na nic. Najchętniej bym otworzyła paczkę chipsów, colę i odpaliła serial do nocy. 

7) Gdy miałam 16-18 lat ubierałam się w to, co chciałam. Wystarczyło znaleźć rozmiar 38/40 w sklepie i heja! Aktualnie muszę szukać rzeczy w lumpeksach, albo w butikach dla osób plus size. Bo niestety w żadnym normalnym, sieciówkowym sklepie nie zjadę rozmiaru XXXXXL.

8) Wtedy po prostu podobałam się sobie. Byłam pewna siebie, piękna i po prostu zajebista (chciałabym mieć taką przyjaciółkę jak osoba, którą wtedy byłam). Dziś nie mogę nawet patrzeć na siebie, bo widzę tylko tonę tłuszczu, masę rozstępów i cellulitu, żałość i upadek...

 Po lewej ta zajebista laska, którą byłam. Po prawej ten pasztet, którym się stałam...

Tęsknię jak cholera za starą wersją siebie...


ALE!

Nie chcę się już więcej użalać! Oczywiście taki stan nostalgii za starymi czasami będzie co jakiś czas wracał, ale z tym już się muszę pogodzić. Wierzę za to, że znów mogę być taka jak kiedyś. Czas po prostu zapierdalać równie ostro, jak te prawie 10 lat temu. 


Zaczęłam nadrabiać Wasze blogi. Poczułam kopa motywacji. Szczególnie dzięki Pannie A.! (Tutaj gorąco ściskam za nawet nieświadome zmotywowanie mnie do ruszenia tyłka ♥)

Co dziś zrobiłam?

Posprzątałam kuchnię, łazienkę i swój pokój, popracowałam trochę Oriflame'owo, przeorganizowałam sobie kosmetyki, a wieczorem zrobiłam trening (40 minut gry w BeatSabera na VR), depilację i pielęgnację. Na śniadanie (dość późne) zjadłam zupę pomidorową z makaronem z semoliny, potem na obiad (niestety) kilka kawałków pizzy zamówionej przez współlokatora i po treningu na kolację shake zastępujący posiłek. 

Jest jeszcze tyle rzeczy, które chciałabym Wam napisać, ale muszę to przełożyć na następny wpis, bo jest 1:23, a ja wstaję o 5:30, więc lecę już spać. W drodze do pracy planuję dalej nadrabiać Wasze blogi ;)

Dobrego tygodnia!

Tenshi Kaosu

niedziela, 4 czerwca 2023

Witamy w dorosłym życiu

 Hej.

Nigdy nie chciałam być tym typem blogerki, która nagle znika... Ni z gruchy, ni z pietruchy, ale jednak zniknęłam.

Bardzo dużo się u mnie działo przez ostatnie 4 miesiące i za każdym razem, gdy myślałam: "Trzeba by napisać na blogu, zerknąć, co tam u innych", to sekundę później okazywało się, że mam milion rzeczy do ogarnięcia. I tak nigdy nie było tego idealnego momentu. Teraz chwila też nie jest idealna, ale coś mnie tknęło, żeby napisać, bo za sekundę znów coś będzie się działo, przez co odłożę wpis.


Postaram się streścić te 4 miesiące:

Udało mi się złożyć pracę inżynierską w terminie (choć wymagało to zarwania kilku nocek). Potem intensywnie się uczyłam i 8 lutego oficjalnie zakończyłam zootechnikę na 4,5 i stając się panią Inżynier 😊 Na drugich studiach zdałam sesję bez problemu, a przy okazji się świetnie bawiłam robiąc własną markę energetyka czy projekt gry planszowej dla niewidomych! Zaraz po obronie wyjechałam do Krakowa, bo przyjaciółka B. ostatecznie zerwała z przemocowym facetem i potrzebowała wsparcia. A poza tym ktoś musiał jej pomóc wyrzucić go ostatecznie za drzwi mieszkania ze wszystkimi rzeczami. Spędziłam u niej 1,5 tygodnia, wróciłam i rozłożyła mnie choroba na kolejne 2 tygodnie. Po tym czasie zaczęłam pracę w nowej knajpie, wyrabiając ponad etat i nie mając czasu na nic poza pracą... Nie mówiąc o tym, że szefowie stamtąd sami się do mnie odezwali, żebym dla nich pracowała (wcześniej długo pracowałam z jednym z nich) i nastawiałam się raczej na pozycję menadżerki, skoro byłam jedyną osobą z pełną dyspozycją. A tu chuj, znów skończyłam jako kelnerka na najniższej krajowej... Więc po miesiącu zrezygnowałam i aktywnie poszukiwałam pracy, a w międzyczasie rozwijałam biznes w Oriflame robiąc najwyższe jak dotąd wyniki. Bardzo chciałam znaleźć pracę w branży związanej z moimi studiami, więc wysyłałam CV do wszystkich możliwych agencji reklamowych/brandingowych/kreatywnych/marketingowych/chujwiejakich, ale wszędzie brak odzewu. Absolutnie nikt nie chciał dać szansy lasce w wieku 26 lat, z ukończonymi studiami z innej branży, w trakcie drugich i zerowym doświadczeniem w zawodzie xD Trochę śmiech przez łzy, bo gdybym była rekruterką też pewnie bym odrzuciła takie CV, ale z drugiej strony jak inaczej mam zdobyć te wymagane doświadczenie?... Zaczęłam składać CV wszędzie, gdzie się dało, żeby tylko zarobić coś więcej niż najniższa krajowa. Byłam na 2 rozmowach i skończyło się tym, że od 15 maja jestem doradcą studenta zagranicznego na prywatnej uczelni. 

Czy jestem szczęśliwa z takiego rozwoju sytuacji? Absolutnie nie. Ale jak się nie ma, co się lubi... Ogólnie praca nie jest zła, ale nie czuję tej "chemii". Plusem jest to, że moje stanowisko przynależy do biura rekrutacji i mocno współpracujemy z działem marketingu, więc liczę, że to też potem będzie ładnie wyglądało w CV dla agencji kreatywnych :) 

Jeśli chodzi o dietę i treningi to od ostatniego wpisu miałam już chyba milion podejść i tyle samo porażek... Cały czas wszystko zmierza ku temu, że ruszam się coraz mniej, jem coraz gorzej i tyję. Nie mam już pojęcia, ile ważę, boję się stawać nawet w pobliżu wagi. A na napady wydaję mnóstwo pieniędzy. Łącznie mam już jakieś 2500 zł długu u różnych osób. A wychodzi na to, że za pierwszą wypłatę będę w stanie opłacić tylko wynajem i karmę dla kota. Wśród znajomych się śmieję, że zęby w ścianę i przynajmniej w końcu schudnę, ale obawiam się, że skończy się na kolejnych pożyczkach i jedzeniu jeszcze bardziej gównianych rzeczy (np. W tym tygodniu na obiady mam zupki chińskie i mrożone zapiekanki...). Zaczęłam już akcję wyprzedawania rzeczy, ale póki co nikt nie jest chętny... 

No cóż, nie wiem jak, ale jakoś będę musiała sobie poradzić. Rodzice przykręcają kurek :) Dobrze przynajmniej, że obiecali pomagać finansowo, jeśli chodzi o lekarzy i badania! Gdyby nie to, to nie byłoby mnie stać na np. Nowe okulary, które kosztują ponad 1100 zł :')

Dojeżdżam już powoli do pracy, więc będę kończyć. Obiecuję niedługo zajrzeć do Was! Mam nadzieję, że jeszcze nie postawiłyście na mnie krzyżyka...

Tenshi Kaosu

niedziela, 8 stycznia 2023

Myślę, że coś zaczynam czuć...

 


Hej.

Już teraz wiem, że w styczniu nie będę się za dużo tutaj odzywać, bo zapowiada się bardzo intensywny miesiąc. Uczelnia nagle stwierdziła, że przesunie nam termin składania prac inżynierskich na prawie tydzień wcześniej... Dlatego też jestem w trakcie ogarniania zastępstw za mnie w pracy na następne dwa tygodnie. Jutro idę do pracy tylko na 2-3 godziny, a potem wracam do domu dalej pisać. W ciągu tygodnia muszę ogarnąć jeszcze rzeczy na drugie studia, bo w następny weekend mam zjazd. 

 Co do postanowień noworocznych, to jedzeniowo jeszcze nie jest idealnie, ale powoli jest coraz lepiej. Z aktywnością też coraz lepiej. W poniedziałek byłam na spacerze, we wtorek przed pracą byłam na siłowni, w środę (nie wiem jakim cudem) wyrobiłam 10 tysięcy kroków, w czwartek i piątek niestety nie było zbyt aktywnie, wczoraj byłam na lodowisku. Dzisiaj nie było typowej aktywności fizycznej, ale chociaż trochę się poruszałam sprzątając mieszkanie. Resztą postanowień zajmę się po obronie, już totalnie na spokojnie. 

A teraz kilka słów a propos tytułu posta...

Na drugich studiach poznałam I. - dziewczynę, z którą się mega zakumplowałam. Podczas jednej z pierwszych integracji powiedziała mi wprost, że jest lesbijką. Od którejś z kolei naszej rozmowy miałam wrażenie, że daje mi ona znaki, iż mogłaby być mną zainteresowana. Ale jednocześnie nie jestem pewna na 100%, bo totalnie nie umiem w takie relacje. Dlatego do tej pory nie robiłam absolutnie nic specjalnego, żeby ta relacja zmieniła kierunek na bardziej romantyczny. Mimo to zaczęłyśmy coraz częściej rozmawiać. W piątek będąc w pracy napisałam do niej wieczorem, że dużo się dzieje w robocie i przydałaby się kawa. I wiecie co? Przyszła do mnie z kawą w kubeczku termicznym i czekała aż skończę pracę, a potem poszłyśmy do niej. W sobotę wieczorem byłyśmy razem na lodowisku i mimo, że miała być też jej współlokatorka to jednak I. pojawiła się sama. Po ślizganiu znów poszłyśmy do niej na drinki. A dzisiaj wieczorem przyjechała do mnie na obiecaną wczoraj wege kolację i piwko. Im więcej czasu z nią spędzam tym bardziej zaczynam coś czuć. Nie powiem, żeby było to już zauroczenie, ale budzi we mnie coraz większe zainteresowanie. No tylko, że jak już wspomniałam, ja totalnie nie umiem w związki ani flirt. Gdy byłam z moim ex to powiedział mi kiedyś, że od razu widział, gdy próbowałam go podrywać i wychodziło mi to fatalnie. Dlatego nawet nie wiem, jak dać I. znać, że jestem nią zainteresowana i czekam na jej ruch. 

Może Wy coś doradzicie w tej sprawie? Jak to zrobić, żeby dać jej wyraźny sygnał i jednocześnie się nie zbłaźnić? 

Lecę spać, a w najbliższej trochę luźniejszej chwili zajrzę, co u Was. 

Ściskam ♥

Tenshi Kaosu

sobota, 31 grudnia 2022

Nowy rok - nowa ja?

 


Hej.

Ostatni dzień roku, więc czas na podsumowanie roku 2022. W styczniu opublikowałam swoje postanowienia i czas zweryfikować, czy udało mi się je spełnić:

1) Pokonać zaburzenia odżywiania! 

No tu ewidentnie poległam. Zamiast przestać obsesyjnie myśleć o jedzeniu i zdrowo schudnąć to wciąż zajadałam emocje i wesoło przywaliłam kolejne kilogramy...

2) Zacząć zdrowo się odżywiać i dbać o siebie (psychicznie i fizycznie przez np. codzienną pielęgnację).

Udało się częściowo. Ze zdrowym odżywianiem mi nie do końca wyszło, dbanie o sferę psychiczną też nie było na jakimś mega wysokim poziomie. Za to wyrobiłam sobie nawyk dbania o ciało pod względem kosmetycznym - mam już stałe rutyny poranne i wieczorne z pielęgnacją twarzy, a przed snem zawsze jeszcze balsamuję całe ciało.

3) Wrócić do aktywności fizycznej.

Coś tam spacerowałam, kilka razy byłam na basenie, kilka razy na siłowni, ale wszystko bez szału, więc nie zaliczam tego, bo stać mnie na dużo więcej.

4) Brać leki regularnie, dbać o swoje zdrowie przez regularne kontrole lekarskie.

Miałam zrywy, gdy pilnowałam brania leków i suplementów, a miałam takie dni, że kompletnie o tym nie pamiętałam. Wizyty u lekarza w tym roku były 2 (ginekolog i psychiatra), ale niestety obie dopiero wtedy, kiedy coś się już działo...

5) Poprawić wzrok i dbać o większą "higienę" oczu - zakrapiać, zasłaniać lewe oko, wykonywać ćwiczenia od okulistki.

Ćwiczeń od okulistki nie wykonywałam wcale, zakrapiałam raz na jakiś czas, jak mi się przypomniało, a opturację stosowałam tylko na początku roku, a potem już zupełnie porzuciłam.

6) Ukończyć kurs i zacząć zarabiać na copywritingu.

Nie skończyłam. Skupiłam się na innych rzeczach.

7) Rozwinąć swój biznes w Oriflame - do końca roku osiągnąć awans na min. 8%.

To akurat wyszło. 2 awanse w ciągu roku. Wiele razy byłam wyróżniana na szkoleniach i konferencjach. Zgarniałam wiele nagród. No i niewiele mi brakło, żeby załapać kolejny awans i zakwalifikować się na seminarium menadżerów w Turcji.

8) Poszerzyć wiedzę o czarostwie.

Też nie wyszło. Może ze 3 razy okadziłam dom i siebie palo santo i tyle.

9) Wrócić do regularnej gry na pianinie.

Też chujnia straszna, siedziałam przy pianinie może 5 razy w ciągu całego roku. Na razie stanowi ono po prostu mebel w pokoju...

10) Nauczyć się rosyjskiego i rozpocząć naukę kolejnego języka.

Dopóki miałam lektorat to uczyłam się rosyjskiego. Potem oklapłam nawet z tym. Nowego języka nie zaczęłam się uczyć.

11) Znaleźć swój pomysł na życie!!!

 Nie powiem, że wypełnione na 100%, ale jestem coraz bliżej. Ciągle poszukuję, a z wiekiem chyba zaczynam zdawać sobie sprawę, że ta kwestia może się zmieniać wielokrotnie w ciągu życia i nie ma w tym nic złego.

12) Do końca roku zaoszczędzić min. 15 000 zł.

No to nie wyszło już po całości.... Zamiast mieć jakiekolwiek oszczędności, kończę ten rok z ok. 1300 zł długu...


Na końcu postanowień zapisałam jeszcze takie zdanie:

Chciałabym na koniec tego roku móc powiedzieć: "Tak, jestem lepszą wersją siebie. Jestem szczęśliwsza".

 I to chyba najważniejsze z postanowień. I wiecie co? Wbrew temu, że większość postanowień nie wyszła, to czuję się lepszą i szczęśliwszą wersją siebie! 

Wchodzę w Nowy Rok z mega energią! Czuję, że to będzie mój rok! Na pewno pojawią się jakieś trudności i przeszkody po drodze, ale (nie wiem skąd) czuję taką siłę w sobie, że wiem, iż ze wszystkim sobie poradzę.


Postanowienia na rok 2023:

1) Jeść zdrowiej, więcej gotować i w końcu schudnąć (dla zdrowia i dla własnej satysfakcji). Pozwoli to na oszczędność pieniędzy, bo nie będę zamawiać tyle na dostawę. No i może w końcu uda mi się ogarnąć insulinooporność.

2) Być aktywną! Chcę wrócić na siłownię. Idealnie by było robić 3-4 treningi w tygodniu. Poza tym chcę aktywnie spędzać czas - jeśli nie idę na siłownię to pójdę na lodowisko/basen itp. A w dni, kiedy będę czuć się słabiej, albo nie będę miała ochoty na trening chcę chodzić na spacery i wyrabiać te 10 000 kroków minimum.

3) Bardziej dbać o zdrowie. Muszę opracować system, żeby już nie zapominać o braniu leków i suplementów. Poza tym zamierzam zrobić sobie rozpiskę lekarzy, których muszę odwiedzić i każdego miesiąca będę iść do jednego z nich, np. styczeń - dentysta, luty - okulista itd.

4) Znaleźć lepszą pracę i poprawić sytuację finansową. Styczeń na pewno spędzę jeszcze w gastro, żeby skończyć inżynierkę i przygotować się do egzaminu i projektów zaliczeniowych na drugich studiach. Ale zaraz po obronie chcę szukać pracy w zawodzie związanym z drugimi studiami, czyli celuję w agencje reklamowe, brandingowe, marketingowe itp.

5) Ukończyć kurs copywritingu i zacząć zarabiać na zleceniach. 

6) Rozwinąć swój biznes w Oriflame - cel do końca roku to awans na 12% i otrzymanie tytułu menadżera. Oczywiście będę się starać i jeśli uda się osiągnąć więcej to tym lepiej, ale te 12% to takie minimum ;)

7) Więcej czytać! W tym roku szału z tym nie było, więc chciałabym po prostu robić to częściej. Nie ustawiam sobie konkretnej liczby książek do przeczytania jak w poprzednich latach, bo to nigdy nie wychodziło. Wystarczy, że uda mi się przeczytać więcej niż w 2022r. 

8) Rozwijać się! Powrót do pianina, nauki języków, czarostwa, robienia koszulek. To wszystko w planach. Tutaj też planuję zrobić rozpiskę, żeby każdego dnia tygodnia robić coś produktywnego :)


Na razie to tyle. Lecę do pracy (trzymajcie kciuki, żebym przeżyła Sylwestra w gastro...). No i jestem ciekawa Waszych postanowień! Może któraś z Was ma podobne do moich i chciałaby, żebyśmy wspólnie się w nich wspierały? :)

Tenshi Kaosu

czwartek, 22 grudnia 2022

Świąteczny czas refleksji

 

Hej.

"Dawno mnie tu nie było"... Nie zliczę, ile razy zaczynałam wpis na tym blogu lub poprzednim właśnie tym zwrotem. Nie mniej pasuje teraz jak ulał...


I oczywiście w czasie, gdy mnie tu nie było sporo się działo :)

Skończyłam studia dzienne na kierunku zootechnika. No prawie. W zasadzie to jestem w trakcie pisania pracy inżynierskiej (chyba całkiem dobrze mi idzie, bo mam już mniej więcej połowę), potem jeszcze tylko obrona i egzamin inżynierski. A potem moja noga więcej na tej uczelni nie postanie. Drugie studia lecą całkiem dobrze. W zasadzie to co zajęcia zakochuję się w tym kierunku coraz bardziej. No i musieliśmy wybrać specjalność, bo od drugiego semestru będą już przedmioty specjalistyczne. Zdecydowałam się na branding, więc może niedługo będę wprowadzać nowe marki na rynek 😊

Dalej klepię biedę srogo. Mam dług u współlokatora i już prawie go spłaciłam, gdy nagle... laptop mi umarł. Jak się okazało w serwisie spalił mi się dysk 🙃 I tym sposobem musiałam zapłacić 300 zł za odzyskiwanie danych (żeby nie musieć m. in. pisać inżynierki od początku) i 500 zł za nowy dysk. Tym sposobem dług u B. znów się powiększył. Dobrze, że w listopadzie miałam urodziny, to chociaż zaoszczędziłam kasę, bo dostałam 2 prezenty, na które sama musiałabym trochę zbierać (zegarek Huawei od B. i drukarkę od ludzi z pracy). 

Przeglądałam przed chwilą dane, które udało się zgrać ze starego dysku i znalazłam stare zdjęcia z liceum. Znów wzięło mnie na nostalgię i marzenia o tym, jak bardzo chciałabym być znów tamtą wersją siebie. Przy okazji zbliża się koniec roku i zerknęłam na swoje postanowienia ze stycznia. Uświadomiłam sobie, że niewiele z nich udało mi się spełnić (zrobię jeszcze post podsumowujący te postanowienia i wyznaczę nowe na przyszły rok). Ale jednocześnie czuję (albo próbuję sama zaprogramować swój mózg), że rok 2023 będzie moim rokiem!

Nie zamierzam czekać do 1 stycznia na zmiany. Chcę zacząć teraz, by w Nowy Rok wejść z buta. Jedzeniowo trochę się ogarnę, bo przyjechałam dziś do domu rodzinnego, więc nie będzie podjadania czy wpierdzielania zamawianego jedzenia (choć oczywiście pewnie nie będzie jakoś idealnie, bo w końcu święta...). Myślę jednak, że uda mi się w końcu wypracować jakąś rutynę jedzeniową i regularność. W czasie tej "przerwy świątecznej" chcę też dalej cisnąć z inżynierką i zagadnieniami do egzaminu, że skończyć to gówno przed końcem roku (zobaczymy, czy wyjdzie). Zamierzam też popracować nad CV, żeby od stycznia zacząć szukać pracy w zawodzie - myślę, że będę się zgłaszać do agencji reklamowych, brandingowych i copywriterskich. Dopóki nie znajdę innej pracy muszę zostać w gastro i cisnąć ze zmianami, żeby spłacić dług i zebrać hajs na pierwszą ratę za drugi semestr studiów zaocznych. Ale jak już wspomniałam, programuję swój mózg na pozytywne myślenie. 

Lecę spać, a przy następnej okazji zrobię podsumowanie roku. Gdyby nastąpiło to po świętach to chciałam Wam życzyć zdrowych i spokojnych Świąt oraz żebyście spędziły je tak jak chcecie ♡

Tenshi Kaosu

 

wtorek, 18 października 2022

Test życia

 


 

Hej.

Widziałam, że ktoś się zmartwił, co ze mną, że tak długo nie pisałam. Cóż, byłam zaaferowana życiem, sukcesami i porażkami. 

Postaram się streścić ostatnie 3 miesiące mojego życia:

 

LIPIEC:

Spina z ojcem (usłyszałam, że zasłużyłam na to, by traktować mnie jak śmiecia). Nie dostałam się na studia, o których marzyłam (story of my life - w sumie zostałam odrzucona z 8 różnych kierunków na przestrzeni 4 lat, kiedy się rekrutowałam), po czym upiłam się i pocięłam. 

 

SIERPIEŃ:

 Dużo zmian w gastro i ukrywanie blizn. Zerwanie kontaktu z ojcem. Za namową  cioci zarekrutowałam się na kierunek, który był moim drugim wyborem tylko w trybie zaocznym tym razem. Diagnoza PCOS u ginekologa po 2 miesiącach bez okresu. Wykupienie karnetu na siłownię.


WRZESIEŃ:

Występ na musicalu. Wciąż dużo zmian w gastro. Stworzyłam ankietę do inżynierki i porozsyłałam ją po schroniskach. Niespodziewana wiadomość - dostałam się na studia zaoczne. Załatwianie papierów na inżynierkę i nowe studia. Krótka wizyta u przyjaciółki w Krakowie.


PAŹDZIERNIK: 

Rozpoczęcie ostatniego semestru na zootechnice i pogłębiające się stany depresyjne. Drugi musical. Wizyta u psychiatry i nowe leki. Rozpoczęcie nowego kierunku (póki co jestem zachwycona!). 


To tak baaardzo skrótowo. Aktualnie czekam na efekty przyjmowania leków, bo nastrój nadal taki sobie. Ale nie poddaję się i jakoś walczę. 

Nie pracuję w gastro w tym miesiącu, poprosiłam o wolne, żeby przystosować się do nowej rutyny z dwoma kierunkami studiów. Inżynierka leży, kwiczy i czeka na moje natchnienie. Co do Oriflame to udało mi się  spełnić 4/5 celów rekrutacyjnych w kwalifikacjach do Turcji, ale niestety trwa właśnie ostatni katalog, kiedy powinnam awansować na kolejny poziom, a nie zanosi się na to. Ale rozmawiałam z dyrektorką, bo trochę się kumplujemy i wie, że nie jestem teraz w najlepszym stanie. Zgodnie stwierdziłyśmy, że jak się uda to super, a jak nie to trudno. Będą kolejne wyjazdy i konferencje, a póki co moje zdrowie jest ważniejsze. 

Finansowo żyję trochę na krawędzi. Miałam sporo wydatków: mieszkanie, jedzenie, nowy telefon (umowa mi się skończyła i musiałam podpisać nową, a nowy sprzęt był konieczny przy okazji, bo tamten telefon już się praktycznie rozpadał na części), wizyta u psychiatry, opłata za studia (wydać jednorazowo 3150 zł to boli...), prezent dla współlokatora na urodziny. Matka namawiała mnie na drugie studia i zapowiadała, że będzie wspierać finansowo. Nie powiem, że tego nie robi, bo co miesiąc dostaję od rodziców 2000 zł na utrzymanie, ale na studia nie dostałam nic, przez co wyzbyłam się całych oszczędności. Jednak, jeśli mam być szczera, to jest mi dobrze z tym. Fakt, będzie teraz ciężko, ale czuję się dzięki temu bardziej niezależna i czuję, że te studia są całkiem "moje" - sama je wybrałam, chciałam na nie iść, a teraz sama je sobie finansuję. Włączyłam teraz tryb turbo oszczędzania i kombinowania kasy na każdym kroku: zrezygnowałam z subskrypcji BookBeata, na Spotify przechodzę na tryb studencki, ogłaszam się z korkami, przestaję zamawiać jedzenie i jeść na mieście, zakupy w Żabce ograniczam do minimum (zaczną się wycieczki do większych marketów, które są dużo dalej, ale jednak są tańsze), wystawiam rzeczy na sprzedaż na Vinted (póki co ubrania i książki, ale dorzucę też jeszcze biżuterię i akcesoria), składam podanie o stypendium rektora. Zastanawiam się jeszcze czy na Vinted i Ig nie ogłosić się z moimi ręcznymi nadrukami na koszulki. No i może bieda w końcu zmotywuje mnie, żeby ukończyć kurs copywritingu, który wykupiłam i zacząć zarabiać na zleceniach. Macie może jeszcze jakieś pomysły na oszczędzanie/zarabianie?


To chyba na razie tyle. Nie będę się rozpisywać, żeby nie przedłużać. Wrzucam jeszcze linka do mojego konta na Vinted, gdyby któraś z Was chciała mnie wesprzeć w czasach biedy, lub szukała jakichś tanich rzeczy :) [KLIK] 

A jak u Was? Mam nadzieję, że może nieco lepiej niż u mnie. Zajrzę do Was w najbliższej wolnej chwili.

Tenshi Kaosu