niedziela, 6 lutego 2022

Postanowienia na ten rok

 


Hej.

 

Jak w tytule zacznę od postanowień na ten rok (a trochę ich jest):

1) Pokonać zaburzenia odżywiania!

2) Zacząć zdrowo się odżywiać i dbać o siebie (psychicznie i fizycznie przez np. codzienną pielęgnację).

3) Wrócić do aktywności fizycznej.

4) Brać leki regularnie, dbać o swoje zdrowie przez regularne kontrole lekarskie.

5) Poprawić wzrok i dbać o większą "higienę" oczu - zakrapiać, zasłaniać lewe oko, wykonywać ćwiczenia od okulistki.

6) Ukończyć kurs i zacząć zarabiać na copywrittingu.

7) Rozwinąć swój biznes w Oriflame - do końca roku osiągnąć awans na min. 8%.

8) Poszerzyć wiedzę o czarostwie.

9) Wrócić do regularnej gry na pianinie.

10) Nauczyć się rosyjskiego i rozpocząć naukę kolejnego języka.

11) Znaleźć swój pomysł na życie!!!

12) Do końca roku zaoszczędzić min. 15 000 zł. 


Czy te postanowienia są realne? Z jednej strony wydaje mi się, że tak. A z drugiej mam wrażenie, że trochę siebie przeceniam i niby z góry wiem, że wszystkiego nie uda mi się osiągnąć (bo doba jest dla mnie za krótka?)...


Jestem aktualnie w dość dziwnym miejscu w mojej głowie. Z jednej strony walczę z prokrastynacją przedsesyjną (w ten weekend od śniadania do mniej więcej 16 oglądałam Winx na YT i grałam na komórce w CandyCrush), a z drugiej włączył mi się tryb zapierdalacza (jak już wyłączę YT i telefon to zasuwam jak torpeda z listą zadań). Np. mój dzisiejszy dzień wyglądał tak:

Wstałam po 8, nie zdążyłam zjeść śniadania i leciałam na kampus uniwerku, żeby odbyć obowiązkowy dyżur na wiacie z drobiem. Na szczęście pracowaliśmy w parze z ziomkiem z roku i w ok. godzinkę obrobiliśmy się ze wszystkim. Wracając wstąpiłam na szybko do Żabki, zrobiłam sobie śniadanie i siadłam do oglądania Winx. Zjadłam śniadanie, wypiłam 2 Monstery (żeby mieć kopa do roboty), wzięłam leki i tak siedziałam, oglądając do 15. Zjadłam późne 2 śniadanie i wzięłam się do robienia notatek na egzamin z drobiu. Notatki robiłam do 19 z małą przerwą na siku i zamówienie żarcia (niestety poddałam się chęci na Gonzalesa z serem smażonym z PasiBusa). Skończyłam notatki, zjadłam i poszłam na spacer, podczas którego rozmawiałam przez telefon z ciocią. Po powrocie nastawiłam pranie, poprzednie wysuszone poskładałam, przeorganizowałam szafki i uporządkowałam pokój, zrobiłam plan finansowy na ten rok (choć właściwie to tabelki w Excelu, gdzie będę zapisywać miesięczne przychody, rozchody i oszczędności), a na koniec zamówiłam jeszcze karmę dla kota. 

I jak widać: pół zapierdalacz - pół leń. 

A moja lista zadań na jutro chyba nie ma końca... Ciąg dalszy notatek na egzamin z drobiu, nauka na egzamin z koni, nauka na egzamin z trzody chlewnej, załatwienie opinii praktykodawcy i dostarczenie jej na wydział, czyszczenie butów i oddanie jednej pary do szewca, umówienie się do fryzjera, sprzątanie kuchni i łazienki, umycie podłóg... Czy mówiłam już, że moja doba jest KURWA za krótka? 


Chodzi mi ostatnio coraz częściej po głowie, żeby nagrywać podcast... Albo streamować...


Przepraszam, mam nasrane w głowie. Tak naprawdę parę dni temu skończyły mi się leki od psychiatry, bo znowu tego nie dopilnowałam i czuję, że odzywa się mania. Mam w głowie taką gonitwę myśli, że chyba nawet najszybsze harty by nad tym nie nadążyły. Ale spokojnie, jutro będę na mieście to wstąpię do apteki (na szczęście załatwiłam już sobie e-receptę). 

Matko, jest tyle rzeczy, o których chciałabym napisać, ale może lepiej skończę teraz i spróbuję trochę uspokoić ten galimatias we łbie czytając książkę przed snem. 

Mam nadzieję, że u Was wszystko dobrze i trzymacie się trochę lepiej niż ja xD

Ściskam Was wszystkie mocno ♥

Tenshi Kaosu

 

środa, 2 lutego 2022

Szczęśliwego Nowego Roku! xD

 


 

Hej.

Jak dobrze, że styczeń się skończył! To była totalna masakra. Na uczelni nagle się wszystkim przypomniało o końcu semestru i zarzucili nas zadaniami, projektami, prezentacjami, referatami i innymi pierdołami. Na szczęście udało mi się wszystko poogarniać w terminie, zaliczyłam jeden fakultet i w poniedziałek zdałam ustny egzamin z rosyjskiego B1 na 5.0 (był też pisemny tydzień wcześniej, ale był banalny). W poniedziałek miałam zaliczenie mechanizacji, a jutro mam zaliczenie fakultetu z żywienia zwierząt monogastrycznych (śmiech na sali nazwa tego przedmiotu, bo uczyliśmy się tylko o żywieniu trzody chlewnej). Zaliczenie fakultetu z żywienia ptaków użytkowych na szczęście polegało na napisaniu jednostronicowego referatu, więc w zeszłą środę w godzinkę to machnęłam i z głowy. W przyszłym tygodniu mam we wtorek egzamin z hodowli koni, w środę z hodowli trzody chlewnej, a w czwartek z hodowli drobiu i koniec. Dużo czasu w styczniu zajęły mi też praktyki we wrocławskim ZOO (zakochałam się w żyrafach! Czy Wy wiecie jakie one są słodkie?! 🦒). Ale praktyki skończone, muszę jeszcze tylko przejść się do dyrektora po opinię praktykodawcy, oddać dokumenty z dzienniczkiem na wydział i oficjalnie zakończyć semestr. 

Moje odżywianie przez ostatni miesiąc to kompletna porażka! Na obiad najczęściej gościł McDonald's albo pizza, na śniadania i kolacje wlatywały słodycze i chipsy. Ruchu miała tyle, co w zoo sobie gówno poprzerzucałam i co się nachodziłam w pracy (udało mi się pójść 3 razy, żeby jednak chociaż parę stówek wpadło). Nie miałam też czasu na terapię, więc muszę do niej wrócić. 

Przez to jak badziewnie żarłam przytyłam okropnie. Zważyłam się dziś rano i waga pokazała 100,3 kg... W życiu tak dużo nie ważyłam! Nie sądziłam, że kiedykolwiek osiągnę wagę 3-cyfrową ;-; 

Dodatkowo, chyba Wam o tym nie wspominałam wcześniej, ale piszę z jedną dziewczyną i chciałabym się w nią w końcu spotkać w ferie i wstyd mi się pokazać jej w takim grubym wydaniu. Przez 2-3 tygodnie nie zrzucę całej nadwagi, ale choć trochę lepiej może być, więc jest dodatkowa motywacja do ogarnięcia się. 

Dlatego zawijam kiecę i lecę w kierunku odchudzania i większej ilości ruchu!


Ostatnio napisałam też, że podsumuję poprzedni rok. W styczniu 2021r. moja lista postanowień wyglądała tak:

1) Skończyć z napadami i pokonać BED.

2) Więcej się ruszać, a może nawet wrócić do szkoły tańca (o ile tylko będzie to możliwe).

3) Zapisać się do psychiatry, zacząć farmakoterapię i kontynuować psychoterapię.

4) Zacząć leczenie ginekologiczne i endokrynologiczne.

5) Wytrzymać na diecie wegetariańskiej tak długo, jak pozwoli mi na to organizm (jeśli wyniki się pogorszą lub będę się czuła źle, to włączę mięso do diety).

6) Bardziej dbać o siebie - większa higiena snu, codzienna pielęgnacja.

7) Zmniejszyć spożycie alkoholu (tylko okazjonalnie).

8) Wygospodarować więcej czasu na samorozwój - nauka języków, gra na pianinie, może kurs rysunku.

9) Pozwolić sobie PRZEŻYWAĆ i odczuwać różne EMOCJE, analizować uczucia i myśli. 

10) Cieszyć się z sukcesów, nie umniejszać swoim wartościom, ale jednocześnie pozwolić sobie na bycie "nie-ok" (każdy ma prawo do gorszych momentów w życiu).

11) Pracować nad pewnością siebie.

12) Przeczytać 52 książki w tym roku.

13) Mniej się martwić, wymyślać czarne scenariusze, nauczyć się cieszyć z małych rzeczy.

14) Więcej pracy twórczej - pisanie, rysowanie, robienie koszulek, śpiew, taniec itp.

Chciałabym na koniec tego roku móc powiedzieć: "Tak, jestem lepszą wersją siebie. Jestem szczęśliwsza". 


Czy się udało?

1) Kompletnie nie!

2) Tu też zawaliłam.

3) To akurat mi się udało. Byłam u psychiatry, dostałam diagnozę i leki, psychoterapię kontynuuję średnio regularnie, ale pracuję nad tym.

4) Ginekologicznie wszystko w porządku, bo sprawdzałam. Endokrynologicznie leżę. Dostałam leki na IO i biorę je (niestety tu z regularnością bywa różnie i wiem, że muszę tego bardziej pilnować), ale leczenie IO polega przede wszystkim na odpowiedniej diecie i ruchu, więc czeka mnie jeszcze mnóstwo pracy w tym zakresie.

5) Tu nie było chyba aż tak źle. Tzn. dopóki nie zamawiam Maka jem wegetariańsko, ale niestety przy napadach mam ochotę na nuggetsy, wrapy i burgery, więc nie mogę się jeszcze w 100% nazwać wegetarianką... ;(

6) Higieny snu nie poprawiłam, zabiegi pielęgnacyjne wprowadziłam, ale też nie robię ich regularnie, a szczególnie zaniedbuję przy nawale roboty.

7) To się udało.

8) Gospodarować czasem dalej nie umiem. Nie nauczyłam się rysować, na pianinie grałam tyle co nic. Podszkoliłam chociaż język rosyjski, ale to głównie ze względu na egzamin z niego.

9) Tego się cały czas uczę. Nie jest to takie proste, na jakie brzmi...

10) Nad tym też pracuję.

11) To mi zdecydowanie nie wychodzi. U mnie zachodzi proste równanie: im większa masa - tym mniejsza pewność siebie...

12) Nie wyszło. Przeczytałam tylko 24 książki.

13) Tego też się uczę.

14) To totalnie nie wyszło.

Czy mogę powiedzieć, że jestem lepszą wersją siebie? Nie wiem. Zmieniłam się, to na pewno. Czy jestem szczęśliwsza? Względem ostatnich wydarzeń - tego, że wyjawiłam rodzicom prawdę i dostałam od nich zrozumienie - tak. Nad innymi czynnikami muszę jeszcze popracować.


Mam już gotową listę postanowień na ten rok, ale napiszę ją w następnym poście, żeby nie pisać postów - tasiemców. 


A jak u Was? Też miałyście taki zapierdol w styczniu? Mam nadzieję, że radzicie sobie w życiu nieco lepiej ode mnie xD

Tenshi Kaosu



niedziela, 9 stycznia 2022

Niespodziewany zwrot akcji

 


Hej.

Jak w tytule - święta mnie wyjątkowo zaskoczyły. A właściwie to, co się wydarzyło.

W środę przed świętami ojciec po mnie przyjechał. I jak wracaliśmy z aucie znów zaczął wypytywać "Ile to trzeba, żeby do nas zadzwonić? Co my ci takiego zrobiliśmy?". W pewnym momencie nie wytrzymałam i powiedziałam mu, że wyrzucę z siebie wszystko, 100% szczerości itd. Zamilkł. W tym momencie tama puściła i wypadł ze mnie słowotok, w którym powiedziałam ojcu o ChADzie, psychiatrze, terapii, zaburzeniach odżywiania, problemach w radzeniu sobie z emocjami i tym, jak bardzo mnie z matką zranili. Na koniec dorzuciłam jeszcze wyznanie o paleniu e-papierosa. Spodziewałam się wybuchu pretensji, a zamiast tego złapał mnie za rękę i spokojnym głosem powiedział "Dziękuję, że mi o wszystkim powiedziałaś". Namówił mnie też do przyznania się matce. Więc w pierwszy dzień świąt wieczorem powiedziałam też mamie. Z tym, że tu w pierwszym odruchu reakcja była trochę inna. Ale spędziliśmy 3 godziny rozmawiając i płacząc na zmianę. Koniec końców powiedziałam mamie, że nie dzwonię do nich, bo nasza relacja bywa toksyczna i m. in. po to jest terapia, żebym ja też umiała być lepszą córką. Na to moja mama zapytała mnie "A dlaczego nie możesz być po prostu córką?". Jakoś wyjątkowo mnie to uderzyło. Może to ja się jakoś sztucznie zapędzałam w ten kozi róg? Nie doszłam jeszcze do tego, ale z pewnością będą o tym myśleć i rozmawiać z terapeutką. Koniec końców od tej rozmowy nasze relacje się poprawiły. Od kiedy wróciłam do Wrocławia raz oni dzwonią, raz ja dzwonię. Ale zazwyczaj jest to jedna rozmowa telefoniczna na tydzień. Bez pretensji, bez wyrzutów. Po prostu rozmowa. Problem przy wyznaniu mamie wszystkiego był taki, że nie dałam rady powiedzieć jej naprawdę WSZYSTKIEGO. Dlatego ona wciąż nie wie o zaburzeniach odżywiania, więc w trakcie świąt pojawiły się ze 3 komentarze o tym, że znów przytyłam. 

Jednak co do tycia i diety staram się być lepiej nastawiona. Skoro moje relacje z rodzicami się poprawiają, to w tym roku nie powinno mnie gnębić tyle negatywnych emocji, które do tej pory zajadałam. Oczywiście wciąż moje odżywianie pozostawia wiele do życzenia, ale głęboko wierzę, że z tym też się uporam. 

Zaraz po świętach rozchorowałam się całkiem porządnie. Gorączka ok. 39 stopni, okropne duszności, suchy kaszel, brak apetytu i zmieniony smak. Objawy typowo covidowe, więc nawet zrobiłam test z apteki, ale wyszedł negatywny. Nie mniej byłam strasznie osłabiona pod koniec grudnia i przez ten pierwszy tydzień stycznia. Przez to znów troszkę zaległości uczelnianych się zrobiło. Na szczęście wypadł ten długi weekend, w którym czułam się już prawie całkiem zdrowo, więc dużo ponadrabiałam i jeszcze udało mi się wysprzątać pokój i kuchnię. Niestety przez chorobę nie mogłam iść na praktyki, które miałam zacząć 3 stycznia. Jutro idę na pierwszy dzień, a że muszę je zrobić do końca stycznia, to będę musiała nieźle pokombinować z zajęciami. No i cały styczeń nie mam kiedy iść do pracy, więc wypłaty nie będzie :/ 

Chciałam też zrobić podsumowanie zeszłego roku i wypisać postanowienia na ten, ale niestety muszę to przełożyć na następny raz, bo już po północy, a ja muszę wstać o 6 rano. O 8 mam test zaliczeniowy z jednego przedmiotu, zaraz potem lecę na praktyki i będę tam pewnie do 17. Także lecę już spać. Następnym razem uzupełnię ten ciąg myślowy xD

Wszystkiego NAJLEPSZEGO w Nowym Roku dziewczyny! ♥

Tenshi Kaosu

 

wtorek, 21 grudnia 2021

Up & Down

 


Hej.

Znów się nie odzywałam, ale miałam ostatnio totalny zjazd depresyjny. I to taki dość poważny. Prawie nie wychodziłam z domu. Na zajęciach online i tak nie słuchałam, nie umiałam się w ogóle skupić i miałam totalnie w dupie, że będę miała zaległości. Pojawiły się myśli samobójcze i by znów się okaleczać. Na szczęście moja przyjaciółka namówiła mnie, żeby skonsultować się z psychiatrą. Tym razem umówiłam się do innego niż poprzednio. I okazało się, że poprzedni lekarz źle mi dobrał dawkę leku... Dostałam od niego stabilizator nastroju, żeby uspokoić manię. Ogólnie ujmując miał obniżyć mój nastrój do takiego - nazwijmy to - standardowego. Ale przez zbyt wysoką dawkę obniżył mój nastrój za bardzo... No ups xD Więc dobrze, że skonsultowałam się z tym nowym psychiatrą, bo powiedział mi, że leki, które biorę, są dobre, ale muszę brać 2 - krotnie niższą dawkę. Faktycznie pomogło i można powiedzieć, że póki co działam w miarę normalnie. Nie mam doła i nie latam jak na haju.

W trakcie mojego epizodu depresji przyszły też wyniki stypendiów. I nie dostałam go w tym roku. I szczerze się wkurwiłam, bo dostała je np. moja przyjaciółka, której ja zdałam 2 przedmioty (miała warunek z chemii i biochemii, których nie ogarnia, więc na kolosach i egzaminach ja robiłam je wszystkie zadania, a ona tylko przepisała, co było dość proste przez zdalne). I nie zrozumcie mnie źle, nie jestem zawistna. Cieszę się, że jej się udało. Ale wkurwiam się, bo ja poświęciłam w chuj pracy ucząc się, robiąc notatki i oddając zadania przed czasem, a ona po prostu potrafi zajebiście ściągać i dobrze kombinuje. A mimo to nie ma sprawiedliwości, więc to ona dostaje teraz hajs, a ja nie... Cóż, czas się w końcu wyrwać z tej bańki złudzeń i przyjąć, że świat nie jest sprawiedliwy i grunt to umieć kombinować ;)

 Rozmawiałam też z nią o tej sytuacji, moim dole, tych studiach itd. W trakcie tej rozmowy zapytała mnie "Po chuj się tak starasz na tych studiach, skoro i tak nie chcesz pracować w zawodzie? Czemu nie poświęcisz tego czasu i energii na rozwijanie swoich pasji i robienie czegoś, co Ci sprawia radość?". Niby proste i logiczne, a jakoś wcześniej to do mnie nie docierało. Unosiłam się tą chorą ambicją zaszczepioną mi przez rodziców - Tenshi musi mieć najlepsze wyniki i być we wszystkim najlepsza, nawet jeśli jej to nie interesuje. Ale jej słowa jakoś mnie otrzeźwiły. Dlatego postanowiłam, że koniec z zajeżdżaniem się dla czegoś, czego nie chcę. Nie rzucam studiów, bo teoretycznie został mi tylko rok do końca, więc zrobię je, żeby mieć ten tytuł inżyniera. Ale nie zamierzam teraz dalej napierdalać notatek dzień i noc. Będę uczyć się tyle tylko, żeby zdać. A resztę mam w dupie. Dzięki temu będę miała czas na rozwijanie biznesu w Oriflame, naukę języków, gry na pianinie, śpiewanie i szlifowanie warsztatu aktorskiego. Albo robienie kolejnych szalonych rzeczy, które przyjdą mi do głowy xD

Kiedy zmniejszyłam dawkę leku i zaczęłam znów stawać na nogi zaczęłam realizować to postanowienie. Oczywiście wciąż studia pochłaniają mi dużo czasu, bo przez epizod depresyjny narobiłam sobie zaległości z zadaniami i notatkami (w grupie znajomych podzieliliśmy się tak, że każdy wziął po jednym przedmiocie, żeby robić z niego notatki i potem przed sesją się wymienimy, ale ja póki co nawet nie zaczęłam swoich). Ale zrobiłam już sobie listę rzeczy, które muszę nadrobić i skrupulatnie odhaczam kolejne punkty. Aktualnie nadrobiłam 4 przedmioty, 3 jeszcze do ogarnięcia. Ale w przerwie świątecznej zamierzam nadrobić zadania z 2 + notatki z "mojego" przedmiotu. To oznacza, że zostanie mi jeszcze jeden przedmiot, na którym robimy duży projekt, z którego będą wystawiane oceny końcowe. Ale tym zajmę się już w styczniu. No i zaczęłam ostro cisnąć naukę rosyjskiego. Po pierwsze, bo mam w sesji egzamin z niego, a po drugie, bo bardzo mi się podoba i chciałabym go opanować chociaż w stopniu komunikatywnym. Ostatnio prawie codziennie poświęcam 1 - 2 godzin na naukę języka, co mnie bardzo cieszy. Nie mam jeszcze zbyt dużo czasu wolnego na realizowanie się na innych płaszczyznach, ale do tego też powoli dojdę. 

Teraz tylko chwilka jojczenia - ja pierdolę, jak mi się nie chce jechać do domu. Nienawidzę Świąt. Moja rodzina skutecznie mi obrzydziła wszystkie święta, jakie generalnie spędza się z nimi w domu rodzinnym. Ta sztuczna atmosfera, gdzie wszyscy udają, że się kochają i akceptują, gdzie ojciec i babcia (jego teściowa) mogliby spokojnie rzucać w siebie nożami. Wiem też, że pewnie znów mi wytkną, że przytyłam. Zakładam, że usłyszę znowu, że jedzenie mną rządzi (tak jest, ale nie muszą mi tego co chwilę przypominać), że jestem beznadziejna skoro nawet schudnąć nie mogę i że wybrałam chujową dietetyczkę, skoro "jej dieta nie działa" (spoiler - jej dieta działa pod warunkiem, że nie ma się zaburzeń odżywiania i stosuje jadłospis od a do z). No i okropnie się boję kłótni. Odkryłam jakiś czas temu, że panicznie boję się krzyku ojca. Jak tylko sobie przypomnę, jak nie raz podczas kłótni podnosił na mnie głos (a parę razy nawet rękę, żeby mnie uderzyć), to automatycznie zaczynam płakać i wpadać w histerię. No i na pewno będą zrzędzić, że do nich nie dzwonię tak często jakby chcieli. Szczerze, to spokojnie wystarczyłby mi jeden telefon do nich na miesiąc czy dwa. Ale oni chcą, żebym dzwoniła parę razy w tygodniu. Tego w ogóle nie czaję. Jak dzwonię do matki w poniedziałek, to ona już w środę dzwoni, czemu nie zadzwoniłam do dziadków, bo oni nie wiedzą, co się u mnie dzieje. Ale najśmieszniejsze jest to, że ona kurwa mieszka z nimi, więc spokojnie mogliby sobie przekazać, nie? Czy to by było za proste? A ja naprawdę chciałabym ograniczyć z nimi kontakt, bo mam dość tej toksycznej relacji. Nawet terapeutka mnie pyta, po co ją jeszcze utrzymuję. A ja nie wiem. 

Dobra, dość narzekania. Muszę lecieć, bo jest już 1 w nocy, a ja o 8 mam pierwsze zajęcia, a po wszystkich lecę do fryzjera. Wieczorem za to przyjeżdża ojciec zabrać mnie, kota i rzeczy do "domu" na Święta (nie lubię tego w języku polskim, że jest tylko jedno słowo "dom"... w jednej angielskiej piosence jest świetny wers, który oddaje moje uczucia "This house is not a home"). 

Nie wiem, czy się odezwę przed Wigilią, więc życzę Wam spokojnych Świąt pełnych miłości i akceptacji ♥

Tenshi Kaosu

poniedziałek, 29 listopada 2021

Intensywny tydzień

 


Hej.

Poprzedni tydzień był... intensywny w chuj.

Wtorek: Urodziny! I stuknęło mi magiczne 24. Mając 14 lat byłam pewna, że w tym wieku będę miała męża, dom i pierwsze dziecko, a może i drugie w drodze, stałą pracę marzeń i psa. Aktualnie mieszkam na wynajmowanym mieszkaniu, nie ukończyłam jeszcze żadnych studiów, nie mam nawet chłopaka (ani dziewczyny), pracę mam, ale na zleceniówce, a Oriflame to póki co zajawka (chociaż mam nadzieję, że za jakiś czas będę mogła powiedzieć, że to faktycznie praca), a zamiast psa mam kota. No trochę mi nie wyszło xD No i deklaruję się jako BZW - bezdzietna z wyboru. I zajebiście mi z tym dobrze, że wyobrażenie o dzieciach się nie spełniło (i oby nigdy się nie ziściło!). Ale dość bełkotu. Dzień spędziłam bardzo dobrze. Zajęcia, potem pojechałyśmy z przyjaciółką na obiad i do Lokaah, gdzie w ramach prezentu J. kupiła mi białą szałwię, palo santo i pierścionek, który wpadł mi w oko. Później pojechałyśmy na piercing (obie robiłyśmy Helixy), a potem do mnie, gdzie oglądałyśmy serial i piłyśmy piwko. 

Środa: Zajęcia, a po nich przyjechali do mnie rodzice z okazji urodzin. Zaprosiłam ich na obiad do wegańskiej knajpy (zagorzali mięsożercy i mówili, że nawet im smakowało), a potem pognaliśmy na wystawę Body Worlds. Zaraz po wystawie musieli się zbierać, a ja pojechałam na zajęcia teatralne i po nich wzięłam udział w castingu do nowego spektaklu (niestety się nie udało). 

Czwartek: Zajęcia, potem obiad na mieście z J. i po powrocie do mieszkania oglądałyśmy serial, a jak pojechała to byłam jakoś klapnięta, więc poszłam po prostu spać.

Piątek: Z rana zajęcia, a potem szybko do pracy.

Sobota: Też praca.

Niedziela: Miała być wolna, ale jeden kelner miał egzamin na studiach, a ja że mam miękkie serduszko to zgodziłam się go zastąpić do 15 (miałam potem wrócić do domu, bo do północy miałam oddać 2 prezentacje na studia, których wcześniej nawet nie zaczęłam). Jednak okazało się, że jego egzamin się przeciąga, bo lecieli alfabetycznie, więc wypadł na koniec. Napisał mi, że o 16:10 ma przyjść jakaś inna dziewczyna, więc postanowiłam zostać, ale w międzyczasie okazało się, że na innym lokalu nie przyszła jedna dziewczyna i zostały tam 2 nowe kelnerki (które pracują mniej niż miesiąc, w tym z jedną się super skumałam, a druga to moja koleżanka ze studiów) i była turbo tabaka (nie wiem, czy wiecie, ale tak w gastro się określa zapierdol). Oczywiście dziewczyny próbowały jakoś to ogarnąć i tak jak obsługa sali nie jest jakaś skomplikowana to ogarnięcie dostaw już trochę tak i zawsze robi to najbardziej ogarnięta osoba, więc laski trochę panikowały. Stwierdziłam, że ich tak nie zostawię, więc z jednego lokalu jechałam od razu na następny ratować sytuację. Jak tylko weszłam to ta, która była na dostawach od rana poszła na zaplecze i rozpłakała się z nerwów. I tym sposobem wyszłam z pracy o 19, jak już kelner po egzaminie dojechał do nowych dziewczyn. Na szczęście J. i jej chłopak pomogli i zrobili mi jedną prezentację, a ja jak tylko przyjechałam to na szybko zrobiłam drugą i wyrobiłam się przed deadlinem. 

Mogłoby się wydawać, że nie robiłam aż tak dużo w trakcie tygodnia, ale do tego dochodzi praca w Oriflame, na którą poświęcam każdą wolną chwilę. Więc np. w niedzielę jak wyszłam z pracy to szłam jeszcze do Żabki, gdzie dałam paniom katalogi i zebrałam od nich zamówienia, a w sobotę i niedzielę przed pracą miałam jeszcze spotkania biznesowe online. Widzę powoli pierwsze efekty tej pracy i jestem z siebie zadowolona, ale wiem, że nie mogę osiąść na laurach, tylko muszę dalej ostro cisnąć :)

Dziś od rana wykłady online do 17:30, w czasie których też pracowałam (pisałam do moich Klubowiczek z Ori, pomagałam im z zamówieniami i przypominałam o terminach), potem krótka drzemka, znów praca i tym sposobem przeleciałam przez ten dzień. Wieczorem jeszcze zadzwonił do mnie menadżer z gastro, którego nie było cały weekend i chciał mi podziękować za ratowanie sytuacji wczoraj. Także miło.

Jedzeniowo tak sobie. Zdarzył mi się napad w trakcie dnia, ale jestem z siebie dumna, bo nie wpieprzałam potem do wieczora jak zwykle, tylko się ogarnęłam.

ś: owsianka instant 

IIś: -

o: chipsy, czekolada (to ten napad niestety)

k: makaron z sosem z pomidorów z puszki, papryki i soczewicy czerwonej, duża herbata

Treningu dziś brak, ale poprawię się. Zrobię sobie listę rzeczy do zrobienia na jutro i uciekam spać. 

A jeszcze małe wtrącenie - zrzuciłam dziś swoje pierwsze zaklęcie :D


To tyle. Jak u Was?

Tenshi Kaosu


poniedziałek, 22 listopada 2021

Nowa motywacja dzięki Wam ♥

 


Hej!

Przeczytałam dziś kilka Waszych blogów, żeby nadrobić czytelnicze zaległości i wstąpiła we mnie nowa energia! Najbardziej zmotywował mnie blog Panny A. (kobieto, czy mogę Cię wynająć na prywatnego motywatora?) :D

Poza tym dużego kopa dało mi też szkolenie z Oriflame, na którym byłam w weekend. Nie dość, że była super atmosfera i wartościowe bloki szkoleniowe, to złapałam jeszcze większego bakcyla niż wcześniej. 

Dzięki temu wszystkiemu od rana starałam się być produktywna. No dobra, może przesadziłam z tym "od rana", bo obudziałam się przed 8, nastawiłam nagrywanie wykładu i poszłam spać dalej xD I tym sposobem przespałam jeden z wykładów... Ale kolejne już nagrywałam, odpowiadałam czasem na pytania profesora, a w międzyczasie zabrałam się do pracy z Ori - pisałam do ludzi, wysyłałam e-katalogi, umawiałam spotkania i odpowiadałam na pytania. Postawiłam sobie za cel, żeby do końca tego roku zrobić pierwszy awans. A poza tym w aktualnym katalogu można zdobyć ekspres do kawy Dolce Gusto za niecałe 20 zł *___*  Dlatego każdą wolną chwilę dziś wykorzystywałam na "biznesy".

Wieczorem poprawiłam jeszcze dawki żywieniowe dla drobiu i wysłałam je na platformę. 

Czas chyba wrócić do pisania bilansów. Póki co nie będę liczyć kalorii, a tylko wypisywać, co zjadłam danego dnia. 

 

ś: 4x kromka chleba tostowego pełnoziarnistego, 2x łyżeczka serka śmietankowego, 2x plaster wege wędliny, 4x plaster ogórka zielonego, trochę ketchupu, kawa z mlekiem i łyżeczką erytrytolu 

IIś: - 

o: Strogonow jak z kurczakiem (z Plant Huntera), kawa z mlekiem i łyżeczką erytrytolu, baton proteinowy

k: pepsi max 0,5l

 

Trening: Mel B - rozgrzewka, 10 minut na ramiona

 

Ćwiczeń nie było dużo, ale patrząc na to, że od dawka nic nie ćwiczyłam, to cieszę się, że chociaż na tyle udało mi się zmotywować. 

Jest 3:06, więc chyba powinnam iść spać, skoro chcę wstać o 7 xD Ale tak się wciągnęłam w Wasze blogi, że nie mogłam iść spać wcześniej. No i przynajmniej mogę się pochwalić, że dziś stuka mi 24 na liczniku :') 

Także happy birthday Tenshi i idź spać xD

Dobranoc i dobrego dnia ;*


piątek, 19 listopada 2021

Żyję, ale jakim kosztem...

 


Hej.

Żyję i chyba nadszedł ten czas, żeby się odezwać. 

Co się zmieniło od ostatniego posta?

Zaczęłam 3 rok studiów. Wróciłam do pracy w tajskiej knajpie (tam, gdzie wcześniej, ale teraz jest nowy menadżer, który jest spoko ziomeczkiem). Wstąpiłam do studenckiego teatru. Psychiatra zwiększył mi dawkę leków. Znów wróciły złe schematy jedzeniowe i napady = przytyłam. Na terapii uświadomiłam sobie, że mam daddy issues. Zainteresowałam się czarostwem. Przefarbowałam włosy na split dye, o którym długo marzyłam. 

I to z grubsza tyle. Trochę pozytywów, trochę negatywów. 

Dziś jadę do domu rodzinnego, ale tylko na chwilę. W zasadzie po to, żeby w sobotę mama mnie zawiozła na weekendowe szkolenie z Oriflame'u (nie wiem, czy wspominałam o tym wcześniej, ale działam w Ori od maja, teraz jakoś bardziej się wkręciłam i  zaczynam być doceniana przez panią dyrektor, np. ofertą współprowadzenia jakiegoś szkolenia). Długo czekałam na to szkolenie i staram się być na maxa dobrze nastawiona. Co w obecnym stanie psychicznym nie jest takie łatwe. 

We wtorek mam urodziny i z tej okazji zapisałyśmy się z przyjaciółką ze studiów na Helixy. Szaleję ostatnio ze zmianami w wyglądzie (szkoda tylko, że moja głowa z chudnięciem nie chce tak poszaleć). 


Muszę częściej tu pisać. I częściej do Was zaglądać. Może dlatego w liceum mi tak dobrze szło odchudzanie? Wtedy codziennie pisałam albo czytałam blogi. Spróbuję...

Lecę zaraz na pociąg, więc w czasie podróży pozaglądam do Was. Mam nadzieję, że podczas mojej nieobecności szło Wam w życiu i diecie dużo lepiej niż mnie.


Stay strong (somehow)!

Tenshi Kaosu