Hej.
Jak w tytule zacznę od postanowień na ten rok (a trochę ich jest):
1) Pokonać zaburzenia odżywiania!
2) Zacząć zdrowo się odżywiać i dbać o siebie (psychicznie i fizycznie przez np. codzienną pielęgnację).
3) Wrócić do aktywności fizycznej.
4) Brać leki regularnie, dbać o swoje zdrowie przez regularne kontrole lekarskie.
5) Poprawić wzrok i dbać o większą "higienę" oczu - zakrapiać, zasłaniać lewe oko, wykonywać ćwiczenia od okulistki.
6) Ukończyć kurs i zacząć zarabiać na copywrittingu.
7) Rozwinąć swój biznes w Oriflame - do końca roku osiągnąć awans na min. 8%.
8) Poszerzyć wiedzę o czarostwie.
9) Wrócić do regularnej gry na pianinie.
10) Nauczyć się rosyjskiego i rozpocząć naukę kolejnego języka.
11) Znaleźć swój pomysł na życie!!!
12) Do końca roku zaoszczędzić min. 15 000 zł.
Czy te postanowienia są realne? Z jednej strony wydaje mi się, że tak. A z drugiej mam wrażenie, że trochę siebie przeceniam i niby z góry wiem, że wszystkiego nie uda mi się osiągnąć (bo doba jest dla mnie za krótka?)...
Jestem aktualnie w dość dziwnym miejscu w mojej głowie. Z jednej strony walczę z prokrastynacją przedsesyjną (w ten weekend od śniadania do mniej więcej 16 oglądałam Winx na YT i grałam na komórce w CandyCrush), a z drugiej włączył mi się tryb zapierdalacza (jak już wyłączę YT i telefon to zasuwam jak torpeda z listą zadań). Np. mój dzisiejszy dzień wyglądał tak:
Wstałam po 8, nie zdążyłam zjeść śniadania i leciałam na kampus uniwerku, żeby odbyć obowiązkowy dyżur na wiacie z drobiem. Na szczęście pracowaliśmy w parze z ziomkiem z roku i w ok. godzinkę obrobiliśmy się ze wszystkim. Wracając wstąpiłam na szybko do Żabki, zrobiłam sobie śniadanie i siadłam do oglądania Winx. Zjadłam śniadanie, wypiłam 2 Monstery (żeby mieć kopa do roboty), wzięłam leki i tak siedziałam, oglądając do 15. Zjadłam późne 2 śniadanie i wzięłam się do robienia notatek na egzamin z drobiu. Notatki robiłam do 19 z małą przerwą na siku i zamówienie żarcia (niestety poddałam się chęci na Gonzalesa z serem smażonym z PasiBusa). Skończyłam notatki, zjadłam i poszłam na spacer, podczas którego rozmawiałam przez telefon z ciocią. Po powrocie nastawiłam pranie, poprzednie wysuszone poskładałam, przeorganizowałam szafki i uporządkowałam pokój, zrobiłam plan finansowy na ten rok (choć właściwie to tabelki w Excelu, gdzie będę zapisywać miesięczne przychody, rozchody i oszczędności), a na koniec zamówiłam jeszcze karmę dla kota.
I jak widać: pół zapierdalacz - pół leń.
A moja lista zadań na jutro chyba nie ma końca... Ciąg dalszy notatek na egzamin z drobiu, nauka na egzamin z koni, nauka na egzamin z trzody chlewnej, załatwienie opinii praktykodawcy i dostarczenie jej na wydział, czyszczenie butów i oddanie jednej pary do szewca, umówienie się do fryzjera, sprzątanie kuchni i łazienki, umycie podłóg... Czy mówiłam już, że moja doba jest KURWA za krótka?
Chodzi mi ostatnio coraz częściej po głowie, żeby nagrywać podcast... Albo streamować...
Przepraszam, mam nasrane w głowie. Tak naprawdę parę dni temu skończyły mi się leki od psychiatry, bo znowu tego nie dopilnowałam i czuję, że odzywa się mania. Mam w głowie taką gonitwę myśli, że chyba nawet najszybsze harty by nad tym nie nadążyły. Ale spokojnie, jutro będę na mieście to wstąpię do apteki (na szczęście załatwiłam już sobie e-receptę).
Matko, jest tyle rzeczy, o których chciałabym napisać, ale może lepiej skończę teraz i spróbuję trochę uspokoić ten galimatias we łbie czytając książkę przed snem.
Mam nadzieję, że u Was wszystko dobrze i trzymacie się trochę lepiej niż ja xD
Ściskam Was wszystkie mocno ♥
Tenshi Kaosu