czwartek, 26 maja 2022

JeżuChrystu mam dość...

 


Hej.

Żyję. Ale oczywiście z moich postanowień znów gówno wyszło. Dieta leży, częstszych notek brak, treningów też nie ma... Czyli typowa Tenshi 🙃

Na studiach się sporo dzieje. Nie mam wciąż ogarniętych praktyk i jak na złość wszystkie stajnie, do których dzwoniłam nie raczą odbierać telefonów. Pisałam też maila do zoo, ale nie odpisują. Jutro będę jeszcze pisać do stacji dydaktycznej z mojej uczelni, żeby załatwić tam praktyki przy owcach. Poza tym prakty dzielą się na 2 bloki tematyczne, więc będę jeszcze dzwonić do znajomych mamy, którzy mają pasiekę, czy nie mogę u nich realizować drugiego bloku. Trzymajcie kciuki, żeby się udało. 

Podjęłam też decyzję - chcę w czerwcu się rekrutować na Uniwersytet Wrocławski na kierunek "Kultura i Praktyka Tekstu: twórcze pisanie i edytorstwo". Jeśli czytałyście moje posty z lipca/sierpnia to próbowałam się tam dostać w zeszłym roku, ale niestety trochę po czasie rekrutacji i większość miejsc była zajęta i brakowało mi punktów, żeby się załapać. Boję się, że w tym roku mimo, że pilnuję harmonogramu to jednak wciąż będę mieć za mało punktów, bo nie mam matury z rozszerzonego polskiego. Wystarczy, że kilka osób będzie ją miało i będą wyżej na liście ode mnie, a miejsc na ten kierunek jest jedynie 65. Ale bardzo chciałabym się tam dostać, żeby w końcu studiować coś, co jest bliższe moim zainteresowaniom niż obecny kierunek. Jeśli udałoby mi się dostać, to pierwszy semestr będzie masakryczny, bo wciąż zostanie mi jednocześnie ostatni semestr zootechniki. Będę musiała ogarnąć 2 kierunki, inżynierkę i egzamin inżynierski. Ale jeden semestr to w sumie nie tak dużo, a nie chcę czekać kolejnego roku na następny kierunek. Najwyżej zrezygnuję z pracy, bo wiem, że rodzice będą mnie wspierać finansowo dopóki studiuję. A w ostateczności można wziąć kredyt studencki. Albo pocisnąć z pracą w wakacje, jak już zrobię praktyki. Może wtedy po prostu wezmę ekstra godziny w gastro i odłożę trochę pieniędzy na nowy rok akademicki. Tak czy siak, tutaj trzymajcie kciuki jeszcze mocniej!

Z nowości to jeszcze się chciałam pochwalić, że spełniłam jedno ze swoich mniejszych marzeń - zrobiłam pierwszy tatuaż. Ten wzór mi się marzył od 6 lat i w końcu go mam! Jest na lewej kostce z wewnętrznej strony. Miałam z tym zaczekać, aż osiągnę cel wagowy, ale trafiła się okazja - dziewczyna chciała powiększyć swoje portfolio i oferowała tatuowanie za cenę samych materiałów. A że 150 zł to nie wygórowana cena, to się zdecydowałam i we wtorek pojechałam do niej do Oławy. Co prawda drugi raz bym się do niej nie wybrała, bo jakość tatuażu nie powala, ale liczę, że jak się wygoi to będzie trochę lepiej wyglądać. W ostateczności pójdę do jakiegoś legitnego tatuatora na korektę. Ale generalnie uważajcie na takich samozwańczych tatuatorów (laska robiła mi tatuaż maszynką do makijażu permanentnego i nawet nie owinęła mi go folią przed wyjściem...). 

 

 

To tyle póki co. Lecę się umyć i spać, bo jest już po północy, a jutro rano mam zajęcia i zaraz potem lecę do pracy. 

Trzymajcie się ♥

Tenshi Kaosu

czwartek, 5 maja 2022

Dwa posty z rzędu, Tenshi oszalała!

 


Hej!

Coooo? Kolejny post? Ale że tak od razu? Wiem, niepodobne to do mnie xD

Spędziłam wczorajszy wieczór na nadrabianiu Waszych blogów i poczułam się mega zmotywowana. Nie tylko do odchudzania (choć to oczywiście również), ale też do nauki, sprzątania, regularnego ogarniania życia. Widzę, jak dobrze ogarniacie studia, prace, mieszkania itd. i do tego często piszecie. Aż mi się przypomniały czasy liceum, gdzie pisałam prawie codziennie i też mi to bardzo pomagało uporządkować sobie w głowie i w życiu. Także chyba czas spróbować wrócić do tego trybu. Nie mówię, że będę pisać tu codziennie, bo pewnie często się to nie uda, ale jednak częstsze pisanie = większy ogar, więc postaram się robić to jak najczęściej.

Przy okazji czasów licealnych, pojawiła się u mnie taka myśl dzisiaj. Już kilka razy wspominałam tutaj o tym, jak to wtedy bez problemu ogarniałam szkołę, masę zajęć pozalekcyjnych, dietę i treningi. Ale przecież (dopiero dziś do mnie to dotarło), że nie ma co się tak z tym porównywać. Przecież miałam też wtedy łatwiej pod wieloma względami. Większość posiłków przygotowywała mi babcia, z którą mieszkaliśmy. Do szkoły i na zajęcia zazwyczaj zawoziła mnie mama, więc nie musiałam czekać na transport publiczny. Materiał w szkole był dużo łatwiejszy, więc nie musiałam tyle czasu też poświęcać na notatki, prezentacje, zadania i naukę. No i najważniejsze - nie pracowałam wtedy! A przecież teraz i gastro, i korki i Oriflame zajmują mnóstwo czasu. A co do treningów to nie dość, że wtedy ćwiczyłam od dziecka regularnie, to jeszcze byłam dużo szczuplejsza. Ba! Od czasu 2 klasy liceum do teraz przytyłam 2 razy tyle. Nie ma się też co dziwić, że nie mam takiej sprawności i kondycji. A do tego, wtedy byłam zdrowa (albo przynajmniej dużo zdrowsza niż teraz). Nie miałam insulinooporności, takich zaburzeń hormonalnych ani psychicznych. Dlatego chcę być dla siebie bardziej wyrozumiała. Czy jest teraz źle ze mną? No jest. Ale przecież nie musi tak pozostać. Schudnę, ustabilizuję IO i hormony, uspokoję psychikę, a dzięki regularnym treningom znów będę sprawniejsza, silniejsza i poprawię kondycję. Wierzę, że jeszcze będę tak wysportowana jak w liceum. I że kiedyś wrócę do tamtej wagi. Po prostu muszę dać sobie na to czas i nie załamywać rąk nad tym, co jest, a zakasać rękawy i zapierdalać! :D

Trochę mi zajęło dojście do takich wniosków, ale lepiej późno niż wcale xD

To czas chyba wrócić do "standardowego szablonu" blogowego. Co u mnie i jak bilans? 

Zaspało mi się dzisiaj trochę, przez co nie zdążyłam zjeść śniadania, bo biegłam praktycznie na pierwszy wykład (wiedziałam, że będzie lista obecności). Teoretycznie miałam mieć zajęcia od 8:10 do 17, ale po tym pierwszym wykładzie zerwałyśmy się z J. z reszty. Pojechałyśmy do galerii, gdzie zjadłyśmy "obiad na śniadanie" w restauracji na wagę, a potem połaziłyśmy jeszcze chwilę i kupiłyśmy sobie Bubble Tea (kocham ♥). Wróciłam do mieszkania, przygotowałam korki, złożyłam zamówienie z Oriflame (od wczoraj jest nowy katalog i jest w nim tyle zajebistych nowości, że musiałam je dla siebie zamówić). Koło 15 zgłodniałam i nawet przez chwilę chciałam zamówić pizzę, ale się powstrzymałam i poszłam do Żabki po taki gotowiec do odgrzania i energetyki, a przy okazji podskoczyłam do kiosku odebrać paczkę. Po obiedzie trochę posprzątałam, o 18 miałam korki przez 2 godziny, a zaraz po nich zabrałam się za trening. Potem prysznic, pielęgnacja (mega się wkręciłam w to: peeling solny do ciała przy kąpieli, potem żel do twarzy, tonik, maseczka, na włosy spray przeciw wypadaniu, a idąc spać nakremuję sobie jeszcze stopy i dłonie), pakowanie zamówień dla klientek, uzupełnienie tabelki z finansami, kolacja i blog. Tak to jakoś zleciało. Czy produktywnie? Wydaje mi się, że tak.

Bilans:

ś: 2 kotleciki warzywne (230), porcja frytek (nawet nie dojadłam wszystkich) (300), ketchup (30), mizeria (50), sałatka (35)
IIś: Bubble Tea (400)
o: Strogonow z Plant Huntera (464), Tiger arbuzowy (85), herbata miętowa
k: mleko (77), banan (116), borówki (58), miarka koktajlu waniliowego z Ori (71), łyżeczka tahini (40), herbata na zimno

Razem: 1956 kcal

Trening: Beat Saber - 45 minut, taneczny workout na yt - 15 minut; łącznie 612 kcal spalonych

Oczywiście nie jestem pewna, czy dokładnie tyle wyszło w bilansie, bo to co było na śniadanie w galerii jedzone mocno szacuję, a nawet przygotowując koktajl nie odważałam dokładnie niczego. Ale nawet jakby wyszło trochę więcej to jestem z siebie dumna. Przez moje epizody obżarstwa mam tak rozciągnięty żołądek, że i tak jestem co chwilę głodna, ale próbuję to zwalczyć wodą, czy herbatą. Wiem, że za jakiś czas się obkurczy i nie będzie mi wiecznie burczał. Poza tym nieźle się poruszałam, więc nie żałuję nawet tej Bubble Tea :D

Plan na najbliższy czas to wyzbyć się napadów i wprowadzać coraz zdrowsze nawyki żywieniowe. Jak to się uda, to odstawię energetyki. Następnym krokiem jest powrót do diety od dietetyczki dla insulinoopornych i większe zaangażowanie w kuchni (póki co nienawidzę gotować) oraz ważenie i liczenie kalorii. A następnym krokiem będzie zejście trochę z kalorii (na początek bez dużych szaleństw, np. z 1800 do 1600/1500). Dziś w paczce przyszły mi też fit batony, które zamierzam jeść raz na jakiś czas, jak będę miała parcie na słodkie. Przyszedł mi też Super Shake (meal replacement) i myślę, że niedługo spróbuję stosować go zamiast jednego posiłku. Jest odpowiednio zbilansowany tak, żeby dostarczyć wszystkich niezbędnych składników odżywczych, ale przy tym nie ma dużej kaloryki - po przygotowaniu jakoś między 200 - 300 kcal. Na początek może spróbuję go zamiast kolacji, bo w razie gdybym była po nim głodna to po prostu pójdę spać. Sądzę, że nada się też świetnie do pracy zamiast lunchboxu. Zobaczymy :)

Jak któraś z Was jeszcze nie czytała mojego poprzedniego posta, to proszę, zerknijcie chociaż na końcówkę, bo wciąż potrzebuję rad w tym temacie ;)

To tyle, rozpisałam się trochę xD Lecę spać, bo jutro zapowiada się kolejny produktywny dzień. Dobrej nocki ;*

Tenshi Kaosu


środa, 4 maja 2022

Czy jeden dzień to już sukces?

 


 

Hej.

Znów mnie trochę nie było. Tryb dalej taki sam. Studia, gastro, Oriflame, raz dieta, raz wpierdalanie, czasem trening, generalnie średni ogar ze wszystkim.  

Ale staram się oszukać swój umysł i być pozytywna wbrew negatywnym myślom w mojej głowie. 

Na studiach jakoś powoli się odgrzebuję z tego gówna. Jeszcze tylko ogarnąć praktyki na wakacje, nadrobić jakieś 4 zadania, porobić notatki z jednego przedmiotu i zostanie mi tylko chwycenie się za inżynierkę. Pracę w gastro ostatnio mocno ograniczyłam. Dalej co jakiś czas tam chodzę, ale postanowiłam sobie, że nie będzie ona już tak wysoko na mojej liście priorytetów. Zamiast tego ostro pracuję w Oriflame. Wiem, że może niektórym z Was może wydawać się to głupie, ale mi naprawdę sprawia przyjemność ta praca. I powoli zaczynam widzieć też jej efekty - 11 kwietnia udało mi się wypracować pierwszy awans. Z tej okazji, po świętach wielkanocnych, przyjechała do mnie do Wrocławia moja pani dyrektor i wręczyła mi oficjalne (pięknie oprawione) gratulacje i prezent. Poza tym zrobiła mi badanie cery aparatem API, byłyśmy na mieście na obiedzie, a wieczorem na Konferencji Regionalnej. Powiedziałam jej też, że do końca roku chciałabym wypracować drugi awans - tzw. 8%, na co ona: "No co ty?! Stać cię przynajmniej na trzeci awans - 12%. I tak wysoko masz mierzyć!". Jest to budujące, że tak we mnie wierzy. Dlatego też od dziś, przez 3 tygodnie aktualnego katalogu, zamierzam ostro pracować, żeby zbliżać się powoli do kolejnych awansów. Trzymajcie za to kciuki!

 Z dietą ostatnio było mi mocno nie po drodze. Ale jak wczoraj zobaczyłam na wadze 103,5 kg to myślałam, że się rozpłaczę. Chyba to też jakoś mnie zmotywowało, bo dziś jedzeniowo dzień wyglądał bardzo dobrze. Poza tym pograłam też trochę w Beat Sabera,więc na bank sporo kalorii spalonych (po grze pot dosłownie się ze mnie lał). Może w końcu uda mi się ogarnąć dupsko w tym temacie. Wzięłam sobie do serca Wasze słowa i na razie nie kupuję Sudafedu. Już i tak mam rozjebane zdrowie, więc póki co spróbuję jakoś siłą woli przestawić się na zdrowszy tryb. 

Co do pianina, bo też o tym pisałyście, staram się na razie za bardzo nie samobiczować, bo robię ogrom innych rzeczy, więc to normalne, że nie mam czasu na grę. Obiecuję sobie, że przyjdzie jeszcze taki czas, gdzie będę regularnie grać. Tak samo jak przyjdzie czas na czytanie książek, robienie koszulek i streamów. "Można mieć wszystko, ale nie wszystko na raz".

Nie chcę przedłużać tego posta, ale jest jeszcze jedna rzecz, z której muszę się wygadać. Mianowicie, ostatnio ostro rozmyślam nad tym, co po studiach. Z jednej strony chcę wypierdalać z tego kraju (dobrze wiemy, że nie dzieje się tu dobrze, a za chwilę może być jeszcze gorzej). Od dłuższego czasu powtarzam, że zaraz po studiach pakuję się, biorę kota i wio za granicę. Jednak ostatnio sporo chodzi mi po głowie, żeby zapisać się na inne studia. Uniwersytet Wrocławski ma ciekawy kierunek, na który chciałam dostać się w zeszłym roku, ale się nie udało, więc może spróbować w tym? Co prawda 2 kierunki by mi się pokryły, ale to tylko przez jeden semestr, więc może jakoś dałabym radę. Coraz częściej też myślę, czy w czerwcu znów nie spróbować rekrutować się do Akademii Teatralnej. Jeśli by się udało, to spełniłabym w końcu swoje marzenie. Ale boję się, że jeśli nie wyjdzie, to może mnie to załamać. A z drugiej strony mogłabym przecież w przyszłym roku spróbować dostać się na studia za granicą. Połączyłabym pomysł z wyprowadzką i kolejny kierunek studiów (tym razem taki, na który naprawdę chciałabym iść, a nie byle co, byle by studia skończyć). Sama nie wiem, co robić. A co gorsze, nie wiem nawet z kim mogłabym to przegadać. Błagam o rady! Wiem, że nie podejmiecie decyzji za mnie, ale może pomożecie mi na to spojrzeć z innej perspektywy.

To tyle, póki co. Nie będę obiecywać, kiedy się znów odezwę, bo zobaczymy, jak poradzę sobie z obowiązkami. Także po prostu, do następnego!

Tenshi Kaosu

sobota, 9 kwietnia 2022

Jestem po prostu kurwa zmęczona

 


 

Hej.

Nie było mnie tu równy miesiąc. Czy coś w tym czasie się zmieniło? Niewiele...

 

Jestem zmęczona. Wszystkim. Studiami, jedną pracą, drugą pracą, korkami, pretensjami rodziców, tyciem, byciem żałosną singielką. Życiem.

Próbuję jakoś to wszystko ogarnąć, ale średnio wychodzi. Ze studiami jestem trochę w tyle. Jak dużo pracuję w gastro, to nie mam czasu na nic innego, a jak biorę mało zmian, to potem brakuje mi kasy. W Oriflame mam wrażenie, że wszystkim wychodzi tylko nie mi. Dziewczyny co chwilę mają awanse, zdobywają tytuły, tylko ja jak taki loser nic nie osiągam póki co... (niby zapisuję dziewczyny w swojej grupie i mam kilka klientek, ale wciąż mi trochę brakuje do pierwszego awansu). Korków nie mam nawet kiedy przygotowywać i robię to na szybko tuż przed. Rodzice za każdym razem jak dzwonią, albo jak ja do nich dzwonię to mówią to samo - jak mogę dzwonić tak rzadko, że przecież oni mnie prosili o częstszy kontakt, że jestem niewdzięczna, bo inne córki to nawet codziennie dzwonią do rodziców. Nie mam czasu i chęci na gotowanie, więc kończy się często ostatnio jedzeniem na mieście (raz zdrowiej, raz nie), przez co tyję i wydaję w chuj kasy. 

Z pozytywów to kupiłam sobie ostatnio wymarzonego VR'a. Teraz często pykam w Beat Sabera (zajebista gierka, polecam mocno), co przynajmniej traktuję jak trening, bo można się przy tym ładnie spocić i spalić dużo kalorii - dziś grałam godzinę i 20 minut, a spaliłam w sumie 780 kcal!

Gdybym tylko ogarnęła się z jedzeniem to może w końcu bym schudła, bo aktualnie moja waga trzyma się cały czas na 100 kg... Porażka!

Podsumowując, dalej gruba, dalej niezadowolona z siebie, dalej bez kasy. I dalej stoję w miejscu z kursem copywritingu. I dalej nie gram na pianinie (autentycznie tylko ścieram z niego kurz i jak na nie patrzę to płakać mi się chce). 

Zastanawiam się nad kupnem Sudafedu. Nie jestem w stanie ograniczyć jedzenia bez jakiegoś "wsparcia".  


Mam nadzieję, że macie się lepiej ode mnie. Zerknę do Was jutro rano albo wieczorem po pracy. A teraz idę spać, bo jednak ktoś musi jutro te gastro otworzyć...

Tenshi Kaosu


czwartek, 10 marca 2022

Party at my ex's flat...

 


 Hej.

Wyobraź sobie, że idziesz na imprezę do znajomych. I na miejscu okazuje się, że poza Tobą - jedyną singielką - są tam tylko 2 pary. W tym jedna to Twój były z... nikim innym jak Twoją koleżanką. Poza tym impreza odbywa się w ich mieszkaniu, które wcześniej należało do jego rodziców. A w trakcie "oprowadzanki" dowiadujesz się, że śpią razem w łóżku, w którym Ty straciłaś z nim dziewictwo. 

Mniej więcej tak wyglądał mój sobotni wieczór 🙃 Do tego najebałam się tak, że zarzygałam mojej matce pół samochodu... A w niedzielę do wieczora umierałam na kaca. Jedyny plus jest taki, że jestem wyleczona z alkoholu całkowicie na jakiś czas.

Czuję się strasznie zmęczona. Fizycznie i psychicznie. Ciągle latam na trasie studia - praca. Przynajmniej wypłata będzie jakaś legitna, ale przez to nie mam czasu na przerabianie kursu i od 3 tygodni stoję z materiałem. Chcę go jak najszybciej skończyć, żeby zacząć zarabiać na copywritingu i móc rzucić w końcu pracę w tym gastro (ostatnio doprowadza mnie na skraj załamania nerwowego), a jednocześnie przez aktualną pracę nie mam jak robić postępów. Takie błędne koło. Poza tym muszę zacząć pracę nad inżynierką. I jeszcze praktyki... Chciałam je robić w trakcie semestru, żeby na wakacje wyjechać do pracy za granicę, ale wygląda na to, że nie mam jak teraz chodzić do zoo, bo musiałabym nie pracować w weekendy, a wtedy oczywiście wypłaty będą tak liche, że nie będzie mnie stać na jedzenie dla kota...

Na początku roku postanowiłam sobie, że do końca 2022 odłożę 15 000 zł. Porobiłam sobie tabelki finansowe, gdzie zapisuję przychody i rozchody. Bilans z lutego wygląda tak, że "odłożyłam" -170 zł... Czyli zamiast oszczędzać muszę jeszcze dokładać... Staram się jak mogę - biorę więcej zmian w gastro, wystawiłam książki na sprzedaż, ogłosiłam się z korepetycjami, cisnę z budowaniem biznesu w Oriflame, a to wszystko i tak na marne. W gastro się zajeżdżam tylko za marne grosze, książek nikt nie chce kupić, na ogłoszenie o korkach nikt nie odpowiedział, z zamówień z Oriflame w zeszłym miesiącu zarobiłam co najwyżej na jeden posiłek w restauracji... 

Przepraszam, zaczęłam jakoś bardzo depresyjnie. Spróbuję dodać trochę optymizmu:

Na studiach przecież nie muszę mieć super ocen, wystarczy tylko zdać. Do inżynierki mam jeszcze czas, na pewno uda mi się znaleźć dobre materiały i jakoś to skleić w całość (poza tym mam najlepszą promotorkę ever ♥). W pracy będę brać trochę mniej zmian, żeby mieć czas na inne rzeczy, ale i tak zawsze jakiś grosz uda mi się zarobić. Kurs copywritingu uda mi się skończyć jeszcze przed wakacjami, jeśli tylko będę lepiej gospodarować czasem. Praktyki zacznę odbębniać już w czerwcu, bo przecież on jest dużo luźniejszy (poza egzaminami). Co do książek to spróbuję obniżyć cenę i może wtedy ktoś się skusi. A na korki może się jeszcze zgłoszą chętni jak poczują oddech egzaminu ósmoklasisty czy matury na plecach. Biznes w Oriflame mogę powoli budować łącząc go z aktualnymi zajęciami (co już robię np. nosząc katalogi do gastro). Uda mi się oszczędzać bardziej, jeśli wyeliminuję niepotrzebne śmieciowe jedzenie i zamawianie dostaw, co przy okazji wyjdzie mi na zdrowie i może w końcu uda mi się schudnąć. Spróbuję też ograniczyć palenie fajek, bo to daje i po kieszeni, i po płucach (przez co też ciężko mi się oddycha przy spacerach, schodach i treningach). 

Jedno, co mnie najbardziej martwi to, że chcąc oszczędzać, nie wracam na terapię, do dietetyczki i innych lekarzy. Wiem, że na dietetyczkę rodzice by mi dali pieniądze, ale nie jestem pewna, czy wspomogliby terapię. Mimo, że o niej wiedzą, jakoś głupio mi ich o to prosić. A to jednak jest duży wydatek (średnio 600 zł na miesiąc). Może jak uda mi się łapać więcej dodatkowych zleceń i zacznę wychodzić na plus finansowo, to wrócę. Z drugiej strony wiem, że to mi bardzo pomagało i jak jestem w lepszym stanie psychicznym (a sama nie jestem w stanie się tak ogarnąć) to zrobię więcej rzeczy i zrobię je też lepiej, efektywniej. 

God, muszę kończyć, bo chyba znów mi się odpali słowotok. \

Mam nadzieję, że u Was duuuużo lepiej niż u mnie. Zerknę szybko do Was i lecę spać.

Tenshi Kaosu

 

piątek, 25 lutego 2022

I hit the rock bottom so I could climb again


 

 Hej!

Chcę się chyba trochę pochwalić, bo póki co idzie mi całkiem nieźle. 

Od poniedziałku nie miałam żadnego napadu i odżywiam się nawet w miarę. Do pracy biorę sobie kanapki, owoce, skyry i ewentualnie jakieś zdrowsze batony (bardzo mi smakują te Be Raw od Chodakowskiej). Muszę jeszcze kiedyś poszukać w necie jakiś pomysłów na proste lunch boxy i będzie zajebiście. Wczoraj był tłusty czwartek, a że menadżer odebrał mi zmianę (ale ok, sytuacja wyjaśniona), to trochę odpoczywałam. Zaniosłam kilka katalogów z Oriflame do zaprzyjaźnionego salonu fryzjerskiego, zjadłam śniadanie i trochę się poleniłam oglądając Top Model (upadłam tak nisko, że wykupiłam playera, żeby to zobaczyć xD). Potem dużo czasu mi zeszło na przeszukiwaniu internetu w poszukiwaniu inspiracji na temat pracy inżynierskiej, ale przynajmniej udało mi się wymyślić 2 tematy, a teraz czekam na odpowiedź od promotorki, czy to się w ogóle nadaje. Potem zadzwoniła do mnie kumpela, bo pilnie chciała pogadać i jak skończyłyśmy rozmawiać to była już 17 i tak cholernie nie chciało mi się gotować obiadu, że uległam i z okazji tłustego czwartku zamówiłam pizzę. Ale nie zjadłam całej - pół na obiad, a potem jeden kawałek na kolację, bo musiałam wziąć leki (gdyby można było je brać na pusty żołądek, to tego 4 kawałka bym już w siebie nie wciskała). 

Za tę wczorajszą pizzę wstałam dziś o 6, żeby poćwiczyć z rana. Aż sama nie dowierzam, że mi się to udało xD Znalazłam na YT fajny filmik z ćwiczeniami na rano (20 minut). Potem prysznic, śniadanie - owsianka z nutellą, masłem migdałowym, kiwi i pomarańczą - a teraz piję herbatkę i postanowiłam napisać tego posta. Zajrzę jeszcze szybko do Was, zrobię sobie jedzonko do pracy i zmykam na tramwaj, bo na 11 muszę być w lokalu. 

Trzymajcie się Pyszczki! Ściskam Was mocno ♥

Tenshi Kaosu

 




sobota, 19 lutego 2022

Plan się rypnął, ale ładuję manę na nowego spella!

 


Hej.

Nie wiem, skąd w tytule przyszło mi do głowy, żeby wstawić te gamerskie metafory, ale jakoś mi się podoba xD Dla tych, którzy nie grają w gry tłumaczę - zbieram się w sobie, dostałam nową motywację, żeby dalej walczyć, być może bardziej efektywnie. 

Co się rypnęło?

Pisałam ostatnio, że jak przyjadę do cioci to będziemy razem się zdrowo odżywiać, chodzić codziennie na spacery, a ja poza tym będę jeździć na rowerku stacjonarnym po 30 minut dziennie. Przyjechałam do cioci w poniedziałek wieczorem, a wcześniej tego dnia dostałam okres. Dlatego nie było spaceru, a rowerka tym bardziej. Niestety czym jestem starsza, tym gorzej znoszę okres i we wtorek dalej umierałam. W środę udało się wyjść na spacer i wsiadłam na 20 minut na rower (więcej nie dałam rady, okazało się, że przeceniłam swoją kondycję). W czwartek byłyśmy na mieście na zakupach, więc tam się chociaż trochę nadreptałyśmy (ale zakupy okupione były łzami, bo z 11 par spodni zmieściłam się tylko w jedne i jak się okazało - ciążowe 🙃; koniec końców wróciłam do domu z pustymi rękoma). Wczoraj i dzisiaj byłyśmy na spacerze, ale na rowerek więcej nie wsiadłam. Z dietą nie najlepiej. Pilnowałam w miarę pór posiłków i ich jakości, ale poza nimi wpadały prawie codziennie lody, które z ciocią kochamy nad życie...

Z pozytywów to chociaż spędziłam przez ten tydzień trochę czasu z ciocią, wujkiem i babcią. Poza tym wzięłam się za kurs copywritingu. Przerobiłam 4 moduły, ale zostały mi jeszcze 2 zadania domowe do zrobienia, zanim polecę dalej. Wkręcam się znów do Oriflame (miałam spory zastój przez zjebany styczeń, praktyki, sesje i inne chuje muje dzikie węże), nadrabiam szkolenia i umówiłam się nawet na poniedziałek na spotkanie prospektingowe online z panią dyrektor. Niestety dalej nie zajrzałam nawet do materiałów od promotorki i nie jestem nawet krok bliżej do wyboru tematu pracy inżynierskiej. Pocieszam się, że teoretycznie został mi jeszcze tydzień ferii, więc może uda mi się jeszcze zmotywować do tego. Z drugiej strony od wtorku do niedzieli będę pracować w knajpie (6 "dwunastek" z rzędu...). 

Co z tą motywacją?

Zbieram w sobie tyle motywacji do odchudzania, aktywności fizycznej, produktywności i lepszego zarządzania czasem, ile tylko mogę. Dalej jestem w trybie "zapierdalacza" i z jednej strony to dobrze, ale z drugiej zawsze wtedy mam milion pomysłów i chciałabym zrealizować je wszystkie, co jak wiemy, jest fizycznie niemożliwe. Usłyszałam kiedyś takie mądre zdanie: "Można mieć wszystko, ale nie wszystko naraz". Ale jak to przetłumaczyć mojemu durnemu mózgowi? Wyliczyć Wam do czego mnie aktualnie namawia?

Weź się porządnie za odchudzanie. Wróć do diety od dietetyczki i pilnuj pór posiłków. Zero oszukiwania, zero napadów, zero kupowania gotowców i zamawiania dostaw. Do tego obudź w sobie tę fitnesiarę z liceum. Ćwicz, tańcz, biegaj, zapisz się na akrobatykę, a w wolnych chwilach chodź ile się da!

Przejrzyj materiały od promotorki i znajdź w końcu ten temat pracy. Przecież musisz zacząć szukać materiałów, może przeprowadzić jakieś badania. A potem to wszystko opisać. Bierz się do roboty!

Masz cel, żeby zaoszczędzić, nie? A jednocześnie chciałabyś jeszcze w tym roku kupić kilka rzeczy (a przypomnę Ci, że np. VR do tanich nie należy). Więc potrzeba Ci jak najwięcej kasy. Absolutnie nie proś rodziców! Na boga, masz w tym roku 25 lat, więc może warto by się było zacząć samej utrzymywać, nie sądzisz? Co więc trzeba zrobić? ZARABIAĆ! Bierz więcej zmian w knajpie. Ciśnij z Oriflame, to może w końcu awansujesz i dodatkowo zarobisz. Na co czekasz z tym kursem copywritingu? Przecież wiesz, że dzięki temu to dopiero można zarobić!

Co z Twoimi pasjami? Teatr, pianino, taniec, języki - czy to już nic dla Ciebie nie znaczy? Oczywiście, że znaczy! Ponoć tym żyjesz. To zrób coś w tym kierunku! Pamiętasz, jak kiedyś myślałaś o kursie instruktora teatralnego? Może warto do tego wrócić? A pianino i wokal? Te zajawki, żeby nagrywać covery? Czemu do cholery tego nie robisz?! Taniec Ci się tak podobał, to czemu nie zapiszesz się znów do szkoły tańca? Przecież wtedy byś spalała kalorie i uczyła się tańczyć (i może w końcu byś się nauczyła, co nie, niezdarna klucho?). Tak wielce myślisz o wyjeździe z tego kraju to czemu do tej pory umiesz tylko angielski i trochę rosyjskiego? Poza tym tak chciałaś się uczyć jeszcze japońskiego i innych języków...

A co z "próbowaniem nowości"? Założyłaś konto na Twitchu i zrobiłaś póki co jednego lichego streama. A to nagrywanie podcastów? Przecież chcesz tego, mogłabyś się porządnie wygadać. 

Że o książkowym wyzwaniu nie wspomnę...

I tak w kółko... I dla jasności - to nie wszystko, co słyszę codziennie w swojej głowie. Jest tego jeszcze trochę, ale to takie najczęściej pojawiające się tematy. 

I jak tu żyć? 


Tenshi Kaosu